Żywego ducha Jerzy Plich

Jerzy Andrzej Kubica, pisarz i kobieciarz, został na świecie zupełnie sam. I może gdyby nie był pisarzem i kobieciarzem, byłoby mu trochę łatwiej. A tak nikt już nie czyta jego twórczości, a on sam nigdy już nie położy głowy na kolanach, którejś z licznych byłych żon.

Jerzy Pilch w swojej najnowszej książce pt. Żywego ducha zabiera nas w podróż po otchłaniach samotności ostatniego człowieka na świecie. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że aby ich doświadczyć, wcale nie trzeba przeżyć apokalipsy.

 

Koniec świata według Pilcha

Żywego ducha nie jest łatwą książką, a jeśli ktoś widząc frazę koniec świata spodziewa się bohatera w stylu Willa Smitha z Jestem legendą, może na starcie wrócić do oglądania filmów. Apokalipsa według Pilcha nie ma w sobie nic z heroizmu, a przypomina bardziej wielkomiejską codzienność starego, opuszczonego człowieka. Obraz ten ratują jedynie filozoficzno-artystyczne przemyślenia, jednak w ogólnym rozrachunku wieje jakimś zwykłym, ludzkim smutkiem.

Główny bohater całymi dniami błąka się po opuszczonym mieście, szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego wszyscy ludzie nagle gdzieś wyparowali. Rozmyśla przy tym o sztuce, analizuje dotychczasowe życie, zastanawia się nad swoją winą i rozpaczliwie tęskni za kobietami. Marzenie o samotności ziszcza się w najbardziej dosłownym znaczeniu. Nawet hedonizm traci swój urok, gdy nie można go skonfrontować z drugim człowiekiem.

 

Żywego ducha – nie rozumiem

Na mnie książka nie zrobiła wielkiego wrażenia. Miałam duże oczekiwania, bo to przecież Pilch, a jak Pilch to musi być jakość. Rozczarowanie mieszało się z powątpiewaniem – a może autor napisał coś takiego, żeby sprawdzić, czy krytycy będą mu klaskać tylko ze względu na wcześniejsze dokonania? Może fabuła, w której fabuły praktycznie brak, to żart ironicznego artysty i test na nasz obiektywizm?

Gdyby na okładce nie widniało TO nazwisko, odpuściłabym sobie lekturę już po kilku rozdziałach. Niestety, cały czas czekałam na ujawnienine się głębszego sensu, wysilałam wszystkie zasoby interpretacyjne, szukałam kontekstów. I co? No i nic.

Nie rozumiem egocentryzmu, nie klaszczę dla złudnej przyjemności obcowania z alkoholem, nie bawi mnie świat, w którym mężczyzna sprowadza kobietę do roli zaspokajacza swojego popędu. Ostatni człowiek na świecie wydaje mi się być bardziej zagubionym staruszkiem, który głośno dopomina się o uwagę. A uwagi brak, bo przecież pozostał tu (prawie) sam.

 

Żywego ducha – czy warto?

Zastanawiacie się, czy przeczytać Żywego ducha? Oczywiście, że tak! Chociażby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie. Może Wam uda się wycisnąć esencję i odnaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia. Recenzje są bowiem podzielone – w sieci tyle samo słów zachwytów, co krytyki. Warto więc na wszelki wypadek sprawdzić samemu. 

 

Książkę Żywego ducha Jerzego Pilcha znajdziecie tutaj >>

Malwina Pietrewicz