Recenzje

Zuza albo czas oddalenia – recenzja książki

zuza albo czas oddaleniaNie można powiedzieć, że się czegoś nie lubi, dopóki się tego nie spróbuje. Już we wstępie zdradzę, że to moje pierwsze i ostatnie  spotkanie z twórczością Jerzego Pilcha. Oto opowieść o książce Zuza albo czas oddalenia bogatej w 135 strony, które z bólem czytałam przez dobrych kilka dni.

Wydawnictwo opisując tytuł do dystrybucji napisało, że będzie to historia wielkiej namiętności. Szaleńczej wręcz miłości. Uczucia niezwykłego i niewiarygodnie silnego, które zawładnęło starszym ciałem i umysłem. Obiektem kultu miała być powabna Zuza – silikonowo – pięknie – kształtna, powalająca urokiem kobieta lżejszych obyczajów. Z ciekawością otworzyłam karty książki, by znaleźć wytłumaczenie miłości (?) do ciała lub totalny brak wytłumaczenia – szaleństwo zmysłów, żądzę nie do pojęcia. Niestety nie udało się.

Być może me kobiece oko jej nie wypatrzyło między linijkami tekstu o tym, że ona taka ach i och, on taki zakochany, a to przecież nie można, bo różnica wieku, nienaturalne i ludzie dziwnie patrzą. Ona chciała dla pieniędzy, on tych pieniędzy za dużo nie miał, lecz udawał, że ma, by została przy nim. Nie stanowiło to problemu natury moralnej dla żadnej ze stron. W końcu takich dożyliśmy czasów, że to jasne, że by być z drugim człowiekiem trzeba za to słono płacić. (!)

Autor opowiedział historię życia mającego drobne problemy z pamięcią pana, który kochał kobiety, brał je za żony, lecz niekoniecznie rozumiał i potrafił z nimi żyć.

Może Zuza albo czas oddalenia to świetny sarkazm, groteska i ironia. Jednak dla mnie to była opowieść brzydka, niewnosząca nic do życia czytelnika. Czytelnik może sobie odpuścić czytanie.

Obawiam się, że nie jestem w stanie punktowo ocenić tej książki, gdyż nie ma takiej skali, w jakiej mogłabym jej przyznać chociaż pół punkta. Nie rozumiem, nie polecam. Może mam za małe IQ, by pojąć geniusz Jerzego Pilcha. Gdyby mimo tego chciał ją ktoś zakupić – można to uczynić tutaj. Na koniec polecę Wam jeszcze filmik, który Jerzy Pilch mógłby obejrzeć celem wzbogacenia dalszej twórczości. 😉

Monika Szatyłowicz