Wiadomo było, że ta książka nie przejdzie bez echa. Złota godzina to napisana z rozmachem saga historyczna, której bohaterkami są dwie kuzynki, pionierki medycyny w środowisku zdominowanym przez szowinistów, prekursorki feminizmu oraz obrończynie prawa kobiet do stanowienia o własnym ciele. Blaski i cienie życia w XIX-wiecznym Nowym Jorku skrupulatnie przedstawiła Sara Donati. Poniżej znajdziecie odpowiedzi autorki na pytania przygotowane przez Wydawnictwo Kobiece.

Pierwsze pytanie będzie natury osobistej. Dlaczego używa Pani pseudonimu Sara Donati? Czy ma to dla Pani jakieś wyjątkowe znaczenie?

Dwie pierwsze powieści, które napisałam, sprzedałam różnym wydawnictwom w przeciągu trzech miesięcy. Książki kompletnie różniły się stylem i tematyką, toteż wydawcy martwili się, że czytelnicy mogą być zdezorientowani. Poproszono mnie, abym w drugim przypadku zaczęła używać pseudonimu. Donati to moje rodowe nazwisko, a imię Sara jest krótkie i uniwersalne.

Czy uważa się Pani za feministkę?

Raczej za osobę, która jest w pełni oddana idei równouprawnienia i społecznej sprawiedliwości na wszystkich płaszczyznach. Uważam, że kobiety są i powinny być traktowane jako równe mężczyznom, zarówno intelektualnie i społecznie.

Dlaczego opisuje Pani realia XIX-wiecznego Nowego Jorku? Czy jest Pani zafascynowana tym okresem w historii?

To okres i miejsce, które zawsze mnie intrygowały. Częściowo, dlatego, że w tym czasie moi dziadkowie ze strony ojca imigrowali z Włoch i osiedlili się w północnym New Jersey w Nowym Jorku. Jednak moja fascynacja jest również spowodowana tym, że właśnie wtedy nastąpiły kluczowe reformy w dziedzinach nauki, medycyny, technologii i polityki.

Skąd czerpała Pani fachową wiedzę na temat praktyk medycznych w XIX wieku?

Przeprowadziłam porządny research. Konkretniej? Czytałam medyczne poradniki i książki napisane w okresie między 1880-1885 roku, zapoznałam się z obecnymi pracami naukowymi dotyczącymi historii nauki i medycyny oraz konsultowałam się z ekspertami w dziedzinie.

Obecnie w Polsce kwestia aborcji wzbudza skrajne emocje. Polacy stanęli w obliczu propozycji ustawy, która wywołała burzliwe dyskusje. Rozważano kompletny zakaz tej praktyki. Pani książka paradoksalnie ma bardzo aktualny wydźwięk w naszym kraju. Czy kiedy ją Pani tworzyła, zdawała sobie sprawę, że niektórzy mogą traktować Złotą godzinę jako powieść misyjną? Czy może celem było napisanie wyłącznie historycznej sagi?

Moim nadrzędnym planem było stworzenie dobrej opowieści o życiach kobiet w Nowym Jorku w 1883 roku. Oznaczało to wgłębianie się w trudne wątki, takie jak skrajne ubóstwo, opieka medyczna (a raczej jej brak) i problemy edukacji. Tym, co najbardziej pochłonęło moją uwagę, było pokazanie jak pierwsze feministki lekarki walczyły o swoje miejsce w społeczeństwie oraz jak usiłowały poprawić warunki bytowe kobiet i dzieci. Z tego powodu mocno podkreśliłam wątek kontroli urodzeń czy aborcji.

Przed wojną secesyjną, aborcja nie była kontrowersyjnym tematem. Był to zabieg, którego dokonywano, kiedy było to koniecznie. Nie było wówczas stanowczego sprzeciwu ze strony jakiejkolwiek religii. Wszystko zmieniło się po wojnie, kiedy kobiety zaczęły walczyć o prawo do decydowania o sobie. Usilnie walczyły o możliwość edukacji na wyższym poziomie (np. medycznej czy prawniczej uczelni). W końcu to osiągnęły. Zaczęły trudzić się różnymi zawodami i rozwijać kariery. Chciały uczestniczyć w wyborach. Wówczas konserwatyści stwierdzili, że kobiety nie są na tyle inteligentne, aby same kontrolowały swoje życia i… ciała. To nie przypadek.

Powieść nie miała być misyjną, ale miałam nadzieję, że sprowokuje młode kobiety do rozważań na temat tego, jak ich życia mogłyby się zmienić na gorsze, gdyby swoboda kobiet była ograniczona. Chociaż w Stanach Zjednoczonych aborcja jest legalna, to ciągle słychać stanowcze głosy przeciw, toteż wątek jest aktualny również w Ameryce.

Który wątek książki uważa Pani za najbardziej interesujący?

Potworne warunki życia ubogich dzieci naprawdę poruszyły moje serce. Około 20 tysięcy bezdomnych dzieci błąkało się po ulicach miasta, a kolejne 10 tysięcy sierot znajdowało się w szpitalach. W tym samym momencie, tuż obok skrajnej biedy, bogacze pławili się w ogromie fortuny. Cóż za kontrast! Bogaci do granic niemożliwości ludzie budowali monumentalne domy. Jednym z nich była ostentacyjnie rozległa posesja na Piątej Alei, która znajdowała się bezpośrednio naprzeciwko katolickiego sierocińca. Pokazanie tej paradoksalnej rzeczywistości było nie lada wyzwaniem, ale to bardzo ciekawe.

Nad czym Pani obecnie pracuje? Czekamy na więcej książek z niecierpliwością!

Piszę kolejną powieść z serii, drugą część Złotej godziny, w której wiele wątków zostanie wyjaśnionych, a do tego czytelnika czeka wachlarz nowych tematów. Mam nadzieję, że dzieło będzie warte oczekiwania. Dziękuję za miłe słowa zachęty.

Anna Korona