ReportażeWywiad

Wywiad z Darią Górką – Otwórz oczy na przemoc

Wywiad z Darią Górką

materiał wydawcy

16 października premierę miała książka, na którą warto zwrócić uwagę. W swoim reportażu Aż do śmierci Daria Górka rozmawia z kobietami, ofiarami przemocy domowej, które pod wpływem chwili popełniły zbrodnię i zaatakowały swoich przemocowych partnerów.

To ważna książka, bo autorka nie tylko przedstawia czytelnikom historie swoich rozmówczyń, ale też rozmawia ze specjalistami, którzy ofiarami przemocy zajmują się na co dzień. Zatem o problemie i mechanizmach psychologicznych związanych z przemocą domową dowiadujemy się bardzo dużo.

Wielu tragedii można by uniknąć, gdyby tylko ofiary w porę otrzymały pomoc, gdyby świadomość problemu była większa.

Autorka reportażu zgodziła się porozmawiać z nami o swojej książce, jej bohaterkach i przemocy domowej.

Wywiad z Darią Górką

CoPrzeczytać: W swoim reportażu pisze Pani o ofiarach przemocy domowej, które nie wytrzymały i zabiły swoich oprawców. Aż do śmierci jest rozwinięciem Pani pracy magisterskiej. Dlaczego zainteresowała się Pani tym tematem?

Daria Górka: Jestem reporterką jednej ze stacji telewizyjnych, pierwsza rozmowa z kobietą pokrzywdzoną przemocą domową, która zabiła swojego oprawcę, była zawodowym zleceniem. Jej historia zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Okazało się, że ona sama nie wygląda na morderczynię – jest zagubioną blondynką w różowym swetrze, a do samego zabójstwa doszło w moim rodzinnym mieście, w mieszkaniu znajdującym się nad cukiernią, w której zwykle kupowałam lody. Nie mogłam zostawić tego tematu. Uświadomiłam sobie, że takie historie dzieją się tuż obok. Dziennikarski instynkt kazał mi pociągnąć ten temat.

Relacje Pani rozmówczyń są bardzo osobiste. Jestem pewna, że opowiedzenie o życiu z mężczyzną-tyranem, o cierpieniu, upokorzeniach i o morderstwie, które ostatecznie popełniły, z pewnością było dla nich trudnym powrotem do przeszłości. Finalnie w swojej książce rozmawia Pani z ośmioma kobietami. Czy trudno było nakłonić je do wzięcia udziału w projekcie? Może kobiet, których historie chciała Pani opisać, było więcej?

Rozmówczyń szukałam we wszystkich w więzieniach dla kobiet. Rozmawiałam ze wszystkimi kobietami, które zgodziły się na rozmowę. Wszystkie rozmowy są zamieszczone w książce. Czy trudno było je przekonać? To już pytanie do psychologów więziennych, którzy przedstawiali im moją propozycję. Myślę, że te, które zgodziły się mówić, widziały w tym jakiś cel. Chciały opowiedzieć swoje historie ku przestrodze, myślę, że było to dla nich w pewien sposób oczyszczające. Wiem, że są też takie kobiety, które nie zgodziły się na rozmowy ze mną, bo obawiały się, że ich historie zostaną zidentyfikowane, a ich rodziny za dużo przez to stracą. Były to rodziny, które miały prestiż i pieniądze.

Sięga Pani po statystyki, zgodnie z którymi szacuje się, że w Polsce w ciągu roku od 750 tysięcy do nawet miliona kobiet doświadcza przemocy fizycznej, psychicznej ze strony partnera. Tylko że ta liczba znacznie odbiega od statystyk policyjnych. Większość to „przemoc nieujawniona”. Dlaczego kobiety nie zgłaszają tego, że partner je krzywdzi? Czy nie mają wystarczającego wsparcia ze strony instytucji, policji?

Nie wierzą, że otrzymają wystarczającą pomoc. Boją się sytuacji, w których partner po interwencji nie zostanie od nich odizolowany, wróci do domu i będzie się mścił. Nie chcą być oceniane, boją się, że funkcjonariusze im nie uwierzą, a potem będą musiały przeżywać swoje piekło jeszcze raz – opowiadając o nim przed sądem. Czasem boją się o własne życie, bo mąż grozi, że zabije je, gdy komukolwiek powiedzą o tym, co dzieje się w ich domu, czasem po prostu nie chcą mu szkodzić.

Skala przemocy wobec kobiet jest ogromna. Z czego ona wynika? Czy są jakieś czynniki, które mają wpływ na to, że dany mężczyzna staje się sprawcą przemocy domowej?

Biją przedstawiciele każdego zawodu – bezdomni, profesorowie i żołnierze, biją biedni i bogaci. Są jednak pewne cechy, które łączą domowych tyranów: frustracja i niezadowolenie z siebie, niskie poczucie własnej wartości, potrzeba udowadniania siły w tak straszny sposób, często także doznawanie przemocy w dzieciństwie bądź brak odpowiednich wzorców zachowań, zwykle wiara w to, że facet w swoim domu może wszystko.

„Ostateczny akt samoobrony”, „zabójstwa kuchenne”, „zabójstwa domowe” – właśnie tak nazywa się te morderstwa. Kobiety, z którymi Pani rozmawia w swojej książce, odsiadują wyroki od 5 do 12 lat pozbawienia wolności. Wyroki są często krótsze niż czas, w którym trwały w przemocowym związku. Niejednokrotnie w Pani reportażu pojawia się twierdzenie, że tych zbrodni można było uniknąć, gdyby ofiary w porę otrzymały pomoc. Czy to znaczy, że system pomocy dla ofiar przemocy w Polsce nie działa tak, jak powinien? Czy sprawa jest bardziej złożona?

W Polsce kuleje skuteczne izolowanie sprawców od ofiar. Poza tym nie mamy empatii i nie znamy mechanizmów przemocy. Często od moich rozmówców w książce (także od ekspertów zajmujących się przemocą) słyszałam, że przedstawiciele organów ścigania nie zawsze wierzą kobietom, zadają im pytania, które sprawiają, że przeżywają one swoją traumę ponownie. Świadkowie przemocy często postrzegają takie kobiety jako masochistki, które nie odchodzą, bo tak im wygodnie (widocznie lubią być bite). To nieprawdziwe i bardzo krzywdzące twierdzenie. Kobiety nie odchodzą, bo nie mają siły odejść, są uwikłane w toksyczne relacje, a oprawcy zabierają im ich moc każdego dnia.

Kobiety, które zabiły partnerów-tyranów, w areszcie i podczas odsiadywania wyroku korzystają ze specjalistycznej pomocy. Chodzą na terapię i przepracowują swoją traumę. Znów mają szansę, żeby dzięki terapii uwierzyć w siebie. A co się dzieje z nimi później, jak już kończą się ich kary? Czy po wyjściu z więzienia też mają zapewnioną specjalistyczną pomoc? Czy udaje im się przerwać koło przemocy i uniknąć zaangażowania się w kolejną przemocową relację?

Mam nadzieję, że bohaterki mojego reportażu zmienią swoje życie. Czy rzeczywiście tak się stanie? Nie wiemy. Zwykle po wyjściu z więzienia osadzeni tracą kontakt z psychologami i więziennym światem, to od nich zależy czy na wolności wykorzystają nabyte w zakładzie karnym umiejętności.

Gdy czytałam Pani reportaż, uświadomiłam sobie, że tak naprawdę my (my, czyli społeczeństwo) nie zdajemy sobie sprawy ze skali problemu przemocy domowej. Nie potrafimy zrozumieć mechanizmów, jakie zachodzą w psychice ofiary. Nie pojmujemy, dlaczego kobieta trwa w przemocowym związku, zamiast się od niego uwolnić. Mam wrażenie, że to właśnie z nieświadomością związane jest stygmatyzowanie ofiar i łączenie przemocy domowej z innymi patologiami. Czy ma pani jakiś pomysł na to, jak można byłoby to społeczne postrzeganie przemocy domowej zmienić?

Aż do śmierci - sprawdź w TaniaKsiazka.plMusimy postarać się zrozumieć te kobiety. Będzie dobrze, jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, że na odejście od tyrana potrzeba czasu, cierpliwości i wsparcia. Gdy kobiety zaczynały być ze swoimi mężami i partnerami, ci byli wspaniali, czuli i kochający, przemoc pojawiała się dopiero po jakimś czasie. One nie chcą zostawiać swoich mężczyzn, one chcą jedynie, by partnerzy przestali je bić. Przemoc ma swoje fazy – po fazie wyładowania agresji, nadchodzi moment zwany „miesiącem miodowym”, wtedy mężczyzna przeprasza i przynosi kwiaty. Znowu jest cudownie. Nie ma przemocy. Marzenie kobiet zostaje spełnione – wszystko wraca do normy. Ich świat znowu wygląda jak dawniej. Po co to niszczyć? By kobiety uświadomiły sobie, w czym tkwią potrzeba czasu i wsparcia kogoś z zewnątrz. Kogoś, kto rozumie te mechanizmy i pozwoli spojrzeć na przemocowy związek z innej perspektywy. Kluczem jest edukacja i świadomość, przerwanie milczenia i otwieranie oczu na przemoc.

Aż do śmierci — otwórz oczy na przemoc

Przemoc z ręki partnera dotyka mnóstwa kobiet w naszym kraju. Dlatego tak ważne jest rozprawienie się ze stereotypami przez zwiększenie społecznej świadomości problemu. Zachęcam Was to tego, żebyście sięgnęli po reportaż Darii Górki, bo Aż do śmierci otwiera oczy czytelników na przemoc. Książkę możecie znaleźć w tym miejscu. Reportaż ukazał się nakładem Wydawnictwa Mova.

Aneta Świderska