Książki dla dzieciRecenzje

Uważajcie na krówki! Wojna cukierkowa – recenzja książki Brandona Mulla

Wojna cukierkowa - recenzja książki Brandona Mulla

„Nie bierz cukierków od obcych” — komu rodzice nie powtarzali tego w dzieciństwie, niech pierwszy rzuci landrynką. A jednak! Teoria to jedno, a praktyka drugie… Grupa dziesięciolatków: Nate, Trevor, Gołąb i Summer, bez większego zastanowienia dała się oczarować pewnej sympatycznej starszej pani, prowadzącej sklep z łakociami. Słowo „oczarować” nie jest tutaj przypadkowe, ale który z bohaterów mógł się spodziewać, że miła staruszka okaże się podstępną czarodziejką? Przed Wami Wojna cukierkowa – recenzja książki Brandona Mulla, autora bestsellerowego Baśnioboru, ląduje dziś na blogu.

Wojna cukierkowa - recenzja książki Brandona Mulla

Słodycze, magia i tarapaty, czyli Wojna cukierkowa

Dziesięcioletni Nate wraz z rodzicami przeprowadza się do nowego miasta, w którym ku swojemu niezadowoleniu musi zaczynać wszystko od zera. Chłopak dość szybko dołącza do paczki znajomych, którzy założyli własny klub poszukiwaczy przygód. Dzieciaki odkrywają nowo otwartą cukiernię, prowadzoną przez niezwykle sympatyczną panią White. Kobieta częstuje ich swoimi wyśmienitymi łakociami w zamian za drobne przysługi, więc paczka Nate’a zjawia się w cukierni bardzo często.

Właścicielka Słodkiego Ząbka zaczyna zlecać dziesięciolatkom coraz bardziej wymagające zadania, za które wynagradza ich specjalnymi słodyczami… dającymi magiczne moce. Dzięki nim Nate, Trevor, Gołąb i Summer mogą na przykład unosić się w powietrzu, zmieniać wygląd, ale też wymazać komuś pamięć.

I choć na początku przyjaciołom wydaje się, że przeżywają najlepszą przygodę życia, z czasem przekonują się, że ich zaufanie i łatwowierność zostały wykorzystane do niecnego celu. Pani White okazuje się być czarodziejką, która poszukuje skarbu, mającego przywrócić jej młodość. Nie może jednak zdobyć go sama, dlatego uwikłała w sprawę dzieciaki. Większość miasteczka pozostaje pod wpływem uroku i nie zwraca uwagi na to, co się dzieje, więc Nate i spółka są zdani na siebie. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy do Colson wraca lodziarz, pan Stott, który także chciałby odnaleźć źródło młodości.

Komu zaufać? Jak poradzą sobie dzieciaki, kiedy nie mogą liczyć na wsparcie rodziców, omamionych krówkami pani White, a na karku, poza szkolnymi łobuzami, mają jeszcze paskudnych wspólników przebiegłej magiczki?

Wojna cukierkowa – recenzja książki

Myślę, że książka spełni oczekiwania nastoletniego czytelnika.

Szybka akcja i jej zaskakujące zwroty? Są. Bohaterowie-rówieśnicy, którzy zmagają się z problemami dorastania, takimi jak poczucie własnej wartości czy akceptacja otoczenia? Są. Misja specjalna, niebezpieczeństwo,dreszczyk emocji i supermoce jak u postaci z gier komputerowych? Proszę bardzo.

Do tego wzbudzające apetyt łakocie, atmosfera niesamowitości… i mamy przygodówkę fantasy z lekkim klimatem Charliego i fabryki czekolady.

Prawdziwych przyjaciół…

Z powieści można wyciągnąć wartościowe wnioski. Młodzi bohaterowie dobitnie przekonują się na własnej skórze, że trzeba się liczyć z konsekwencjami swoich działań.

Dużo ciepłych uczuć wzbudza przyjaźń, jaka połączyła Nate’a, Summer, Gołębia i Trevora. Działają jak czwórka muszkieterów: jedno bez wahania pędzi z pomocą drugiemu. Dzieciaki zwierzają się sobie z trudności w szkole, z braku zrozumienia w domu – myślę, że wielu nastolatków mierzy się na co dzień z podobnymi tematami i marzy o takiej zgranej paczce.

Powieść napisana jest przystępnym, barwnym językiem. Uważny młody czytelnik dostrzeże wskazówki autora, które naprowadzają nieco na rozwiązanie akcji. Nie brakuje też sytuacji wzbudzających uśmiech na twarzy odbiorcy.

Świetnym pomysłem są również pytania zawarte na końcu książki, które mogą być dobrym punktem wyjścia do dyskusji o powieści z rodzicami lub rówieśnikami. Podpunkty zachęcają czytelnika do postawienia się w sytuacjach, z jakimi muszą poradzić sobie bohaterowie. Skłaniają do przedstawienia własnych sposobów na rozwiązanie opisywanych problemów.

Momentami blisko bandy

Do tej cukierkowej słodyczy muszę jednak dorzucić kilka nieco gorzkich słów. Jako minus książki postrzegam jej prolog, który dość mocno mnie zadziwił. Przez chwilę miałam wrażenie, że historia zmierza w kierunku scenariusza od Tarantino, a nie powieści przygodowej dla dzieciaków.

Także niektóre z zadań zleconych Nate’owi i jego przyjaciołom wzbudziły we mnie czytelniczy opór. Oczywiście fikcja i fantastyka rządzą się swoimi prawami, ale dziesięciolatki rozkopujące w środku nocy grób w poszukiwaniu skarbu jednak wykraczają poza moją wizję literatury dla dziesięcio- czy trzynastolatków. Na szczęście w ogólnym rozrachunku takich momentów nie jest dużo.

Brandon Mull Wojna cukierkowa - recenzja książki

Wojna cukierkowa – recenzja książki. Podsumowanie

To było moje pierwsze (i całkiem przyjemne) spotkanie z twórczością Brandona Mulla, o którego Baśnioborze słyszałam wiele dobrego.

Moim zdaniem Wojna cukierkowa będzie odpowiednia dla młodszych nastolatków.

Jeśli jednak na liczniku macie już troszkę większą liczbę, ale czujecie, że dobrze Wam zrobi mała odskocznia w świat szkolnych przyjaźni i magicznych mocy, także śmiało sięgajcie po Wojnę cukierkową Brandona Mulla.

Recenzowaną książkę znajdziecie TUTAJ >>

Zobacz także:

Moja ocena
  • 7/10
    Jak mocno książka mnie wciągnęła? - 7/10
  • 7/10
    Jak oceniam styl pisania, język i warsztat autora? - 7/10
  • 7/10
    Czy bohaterowie wzbudzili sympatię? - 7/10
7/10

Fragment recenzji

Myślę, że książka spełni oczekiwania nastoletniego czytelnika. Szybka akcja i jej zaskakujące zwroty? Są. Bohaterowie-rówieśnicy, którzy zmagają się z problemami dorastania, takimi jak poczucie własnej wartości czy akceptacja otoczenia? Są. Misja specjalna, niebezpieczeństwo i dreszczyk emocji? Proszę bardzo.

Do tego wzbudzające apetyt łakocie, atmosfera niesamowitości… i mamy przygodówkę z lekkim klimatem Charliego i fabryki czekolady.

Sending
User Review
0/10 (0 votes)
Katarzyna Stachura