Woda księżycowa to książkowy debiut Agnieszki Janiszewskiej-Szczepanik. Sześćset stron, proszę Państwa! Może przyprawić o ból głowy, ale ja jestem kobietą czytającą i żadnej (no, prawie;-)) książki się nie boję, więc przybywam do Was z recenzją.

Woda księżycowa – kilka słów wprowadzenia

Baśniowa okładka może tym razem zmylić, bowiem w życiu świeżej trzydziestolatki Natalii nie dzieje się nic baśniowego. Praca w warszawskiej korporacji, która przyprawiała ją o ból głowy. Wiecznie pracujący chłopak. Trudne, wręcz toksyczne relacje z rodzicami. Brzmi jak horror dnia codziennego, prawda?

Pewnego zimowego, błotnistego dnia Natalia znajduje dowód osobisty Joanny. Spontanicznie zaprasza ją na kolację, bo Bartek znowu został dłużej w pracy. Joanna okazuje się być pogodną, kolorową i uśmiechniętą pisarką, która podczas posiłku dostrzega malunek Natalii, jeszcze z czasów podstawówki. Zachwycona zachęca ją do udziału w kursie rysunku, który prowadzi jej mąż. Natalia jest taką trochę ciamajdą, zbywa zaproszenie. Żyje z dnia na dzień, aczkolwiek jej monotonne życie nadszarpuje spotkanie z Joanną. Do tego w najmniej spodziewanych momentach spotyka tajemniczą staruszkę Anastazję z kotem, Rudolfem.

W dniu swoich urodzin Natalia znienacka wychodzi z pracy i wsiada w pociąg do Gdańska. Bez uprzedzenia, mimo wielu lat praktycznie bez kontaktu, odwiedza swoją babcię. Pani Krystyna mieszka w domu z przepięknym ogrodem, który Natalia pamięta z dzieciństwa. To właśnie ta wizyta okaże się przełomowym wydarzeniem w melancholijnym życiu naszej bohaterki. Poznani w drodze powrotnej ludzie również będą mieli wpływ na to, czy Natalia zejdzie z obranej życiowej ścieżki i czy sięgnie po nieznane.

Woda księżycowa – recenzja książki

Niech nie zwiedzie Was grubość tej powieści, bowiem czyta się ją niesłychanie szybko i zgrabnie! Fakt, początek był trochę nudnawy, ale z przewracanymi stronami zdałam sobie sprawę, że to doskonale oddawało życie Natalii. Nie wiem, czy taki był zabieg, czy to tylko moja interpretacja. 😉 Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to pomijając parę błędów w interpunkcji i literówek, najbardziej działała mi na nerwy korpomowa. Te wszystkie asapy, fokusowanie, dedlajny… Okropność. Drugą taką czysto techniczną rzeczą była nagminnie używana kursywa. O ile jestem w stanie zrozumieć ją przy użyciu fragmentów wierszy czy piosenek, tak nie rozumiem sensu używania jej w przypadku pojedynczych słów. Kilka razy na stronie. Moim zdaniem nie jest to potrzebne, a tylko wytrąca z rytmu czytania.

Parę razy oczy mi łzami zaszły podczas czytania tej książki. Poczułam pewną więź z Natalią, ale i zrozumienie dla jej gapowatości. 😉 Nie powiem, jej historia daje do myślenia. Ale daje też nadzieję na zmiany. I na lekko baśniowe elementy. 🙂

Polecam Wam tę książkę, jeśli macie ochotę na powieść obyczajową z lekką nutką magii.

P.S. Aby zrobić tytułową wodę księżycową musimy czekać do początku września. Kto jest ze mną? 😉

Książkę znajdziecie tutaj.

Moja ocena
  • 9/10
    Jak mocno książka mnie wciągnęła? - 9/10
  • 7/10
    Jak oceniam styl pisania, język i warsztat autora? - 7/10
  • 9/10
    Czy bohaterowie wzbudzili sympatię? - 9/10
8.3/10

Fragment recenzji

Baśniowa okładka może tym razem zmylić, bowiem w życiu świeżej trzydziestolatki Natalii nie dzieje się nic baśniowego. W dzień swoich urodzin Natalia znienacka wychodzi z pracy i wsiada w pociąg do Gdańska. Bez uprzedzenia, mimo wielu lat praktycznie bez kontaktu, odwiedza swoją babcię. To właśnie ta wizyta okaże się przełomowym wydarzeniem w melancholijnym życiu naszej bohaterki. Poznani w drodze powrotnej ludzie również będą mieli wpływ na to, czy Natalia zejdzie z obranej życiowej ścieżki i czy sięgnie po nieznane.

Anna Podurgiel