Silva Rerum - recenzja książki Kristiny Sabaliauskaitė Silva rerum

Silva rerum autorstwa Kristiny Sabaliauskaitė to powieść historyczna i zarazem pierwszy tom najgłośniejszej i najważniejszej sagi litewskiej pod tym samym tytułem, dzięki której jej autorka zyskała międzynarodowy rozgłos. Książki z tej trylogii sprzedały się w rekordowych ilościach, trafiając tym samym na szczyty list bestsellerów.

Mimo że pierwsza część pojawiła się na rynku w 2008 roku, do tej pory cieszą się dużym zainteresowaniem. I nie dziwne, ponieważ autorka doskonale dokumentuje realia życia w XVII-wiecznej Litwie. W Polsce książka pojawiła się w 2015 roku, ale ja sięgnęłam po nią dopiero teraz. Do moich rąk trafiło piękne, nowe wydanie od Wydawnictwa Literackiego, w twardej oprawie chronionej obwolutą.

Silva rerum Sprawdź na TaniaKsiazka.pl >>

Silva Rerum – fabuła i bohaterowie

Silva Rerum opowiada perypetie szlacheckiego rodu Narwojszów na tle XVII-wiecznej Litwy. Szlachcic Jan Maciej, jego żona Elżbieta i ich bliźnięta Kazimierz i Urszula chronią się w swoim rodzinnym majątku w Milkontach – uciekli z plądrowanego przez Kozaków Wilna, w którym mogła ich czekać jedynie śmierć z rąk rozjuszonych oprawców. Przed oczami cały czas mają barbarzyńskie sceny wojenne, ale starają się uzyskać spokój. Mimo dobrobytu nie jest im on jednak pisany. Elżbieta bowiem nie jest w stanie utrzymać kolejnych ciąż, a dziecko, które udaje się wreszcie urodzić, szybko umiera, nawet nie doczekawszy prawdziwego chrztu. Umiera też kot. Ale o tym później…

W wigilię Bożego Narodzenia trafia do ich domu bezdomny i obłąkany włóczęga Bonifacy Głuptasek, który przy świątecznym stole przepowiada przyszłość Kazimierza i Urszuli. Jego wizje pełne są niezrozumiałych metafor, przez co nikt nie bierze ich na poważnie. Nikt wtedy nie przypuszcza, że majaczenia dziwaka w przyszłości wypełnią się w najdrobniejszym szczególe. Czyżby nad Najworszami ciążyło jakieś fatum?

Jak to się wszystko potoczy?

W dalszej części powieści Urszula postanawia powierzyć życie Bogu i iść do klasztoru. Chce zostać świętą, by uniknąć śmierci, lecz tak naprawdę pragnie uciec od siebie samej i swoich ludzkich uczuć, z których najbardziej destrukcyjną dla niej samej jest pycha. Kazimierz zaś nie chce dłużej mieszkać na wsi i pragnie rozpocząć studia w Wilnie (by tam spojrzeć w oczy Bazyliszka…). Przy okazji oddania Urszuli do zakonu, cała rodzina przenosi się na pewien czas do spokojnego już Wilna. I to tutaj właśnie akcja powieści nabiera tempa i wybucha swoją wielowątkowością.

To w Wilnie poznajemy kolejnych ważnych dla fabuły bohaterów: przyjaciela rodziny – francuskiego ludwisarza Jana Delamarsa, przywódcę jednej ze studenckich band, tradycjonalistę Mariana Dowgiłło, ksenię zakonu Bernardynek Konstancję Sokolińską i charyzmatycznego, na wskroś hedonistycznego buntownika, za nic mającego prawo – Jana Kirdeja Bironta. I ten Jan Kirdej Biront, ocalały jako dziecko z kozackiej rzezi, skrzywdzony przez ludzi i los, zdemoralizowany oszust wzbudził moją największą sympatię.

Nie ma tu jednoznacznie złych lub dobrych bohaterów. Autorka nikogo nie piętnuje i nikogo nie wywyższa, ustawiając na półce ze świętymi, mimo że niektóre postaci chciałyby tam stanąć. Wszyscy ostatecznie okazują się być tylko i aż ludźmi. Ludźmi, których losy łączą się i splatają, wiążąc się w supły, które na kolejnych kartkach zaciskają się coraz mocniej…

Silva rerum, czyli „las rzeczy”

Silva rerum (łac.) – „las rzeczy”, popularna w XVI-XVIII w. przekazywana z pokolenia na pokolenie księga domowa, w której oprócz wydarzeń z życia rodziny, takich jak daty narodzin, ślubów i śmierci, zapisywano także rozmaite sentencje, wiersze, przysłowia, uroczyste toasty, przemówienia i pangegiryki – takie wytłumaczenie enigmatycznego tytułu możemy znaleźć w przypisach, gdy nazwa ta pojawia się w powieści po raz pierwszy. Rodzinna kronika, leży wtedy przed oczami głowy rodu – Jana Macieja Narwojsza, który zapisuje w niej zdanie po łacinie: Nauka daje odpowiedzi, a wiara siły, żeby się z nimi pogodzić. Zaledwie dwa tygodnie później jest zmuszony odnotować śmierć swojej niedawno narodzonej córeczki. I ta śmierć – była, jest i będzie stałym i ważnym elementem zarówno Silvy, jak i napisanej przez autorkę historii.

Czytając tę książkę, odniosłam wrażenie, że ona sama w sobie jest właśnie taką Silva rerum – lasem rzeczy wileńskich i litewskich w ogóle, rzeczy ważnych i tych mniej istotnych dla Litwinów drugiej połowy siedemnastego wieku. Przekazanych w niezwykle sugestywny sposób. Kristina Sabaliauskaitė wypełnia bowiem karty wręcz podręcznikowymi informacjami dotyczącymi życia i pracy mieszkańców. Z dokładnością przybliża tradycje, obrządki religijne, pisze o uprzedzeniach, obyczajach i typowych dla tego miejsca i czasu nieobyczajnych zachowaniach. Przemyca tu też liczne fakty historyczne. Między innymi zabójstwo księcia Janusza Radziwiłła, bitwę Polsko-Rosyjską w latach 1954-1667 czy wielki konflikt religijny, który w tych czasach trawił Europę.

Monografia XVII-wiecznego Wilna?

Pisarka wnika głęboko, przywiązując wagę do najdrobniejszych szczegółów, czyniąc z tego dzieła prawdziwe studium codzienności litewskiej wsi i miasta stołecznego. Ukazuje dynamikę jego rozwoju i zmian. Pisze o jego wielokulturowości i tolerancji, o uniwersytecie, studentach – szczegółowo opisując ich ubiór i modne fryzury, ale także o konfliktach między dwoma zorganizowanymi grupami żaków. Przybliża życie klasztorne z jego nienaruszalną rutyną, a nawet zdradza upodobania męskiej części społeczeństwa:

(…) tutaj wielbione były wrzaskliwe, mięsiste, pucołowate miejscowe piękności, podczas gdy mieszczanki  o naprawdę subtelnej urodzie przekwitały, nie zwróciwszy na siebie uwagi żadnego z wileńskich mężczyzn.

Ponadto  snuje długie opisy jedzonych w tamtym czasie potraw. Świat przedstawiony ukazuje w najmniejszych detalach, by jak najbardziej zbliżyć do niego czytelnika.

Momentami fragmenty Silva rerum kojarzyły mi się z Panem Tadeuszem Adama Mickiewicza, który perypetie rodów Horeszków i Sopliców umieścił na tle Litwy XIX-wiecznej, przywołując m.in. przepis na bigos staropolski, tradycje związane z grzybobraniem czy ważną funkcję kawiarki – osoby odpowiedzialnej za parzenie kawy.

Śmierć

Jak już wspomniałam wcześniej, śmierć jest ważnym i stałym elementem opowieści. Przekonujemy się o tym, czytając zaledwie pierwsze jej słowa:

Owego upalnego lata roku Pańskiego 1659 Kazimierz i Urszula Narwojszowie pierwszy raz zobaczyli śmierć. Śmierć towarzyszyła im wprawdzie już od pierwszych tygodni, ale dopiero teraz te mające dziesięć wiosen bliźnięta po raz pierwszy zajrzały w jej osadzone w szarej niespokojnej twarzy i można powiedzieć, że to spotkanie, trwające zaledwie kilka chwil, zaważyło o dalszych losach obojga.

Wszystko zaczęło się pare tygodni wcześniej, kiedy zdechł ich ukochany kot Maurycy (…).

Ta śmierć, którą obserwują dzieci, już na stałe będzie towarzyszyć im w ich drodze. Jej widok, zapach i smak będą ciągle unosić się w powietrzu, nie dając o sobie zapomnieć. Śmierć będzie kłaść się cieniem na ich codzienności. Śmiercią powieść się zaczyna i śmiercią się kończy i cała jest tą nieuniknioną i bezlitosną śmiercią przesiąknięta. Jest w niej wiele jej opisów. Począwszy od brutalnych aktów rzezi kozackiej w trakcie moskiewskiego najazdu w 1655 roku na Wilno, przez śmierć dzieci, zakonnic. A nawet wspomnianego już kota. Przed tą śmiercią starają się schronić bohaterowie książki, to przed nią starają się uciec najbardziej, nawet za zamknięte klasztorne bramy.

Doszła do wniosku, że aby pozbyć się wstydliwego wspomnienia i uniknąć smutnego losu po śmierci – przeistoczenia się w zgniłą, zjadaną przez robaki i czerwie padlinę – może wybrać tylko jedną jedyną drogę. Urszula Narwojszówna z Milkont postanowiła zostać świętą.

Wilno na przekór śmierci

Jednak ta śmierć, na myśl, o której wszyscy drżą, jest tu również punktem wyjścia. Do budowania i kształtowania się pojęcia o życiu, do zmiany postaw i… do odrodzenia. Za symbol tego można uznać Wilno. Miasto, które przeszło ogromną transformację, rozwijając się dynamicznie po kozackiej rzezi. Rzezi niosącej mu śmierć i zniszczenie:

Czuł, jak tej Francji ciągle w nim ubywa, a jej miejsce w sercu zajmuje powoli jakaś dziwna i niepojęta miłość do tego surowego, zniszczonego wojną miasta gdzieś na końcu świata, miasta, które w czasach pokoju pędziło żałosny żywot pokryte pleśnią gnuśności swoich mieszkańców i łatami niechlujstwa, a teraz jakby chcąc zrobić na złość grabieżcom, zaczęło się podnosić ze zgliszcz, przyozdabiać, piąć w górę po rusztowaniach, a gdy te usunięto, zadziwiło wszystkich swoim wskrzeszonym, niewymuszonym pięknem.

(transofrmacja Wilna z perspektywy francuskiego ludwisarza, Jana Delamarsa)

Ale przecież to zniszczone, ograbione miasto, które nielubiacy go ludzie nazywali dużą wsią, było na swój sposób potężne, bo z yakim piekielnym uporem zdołało się odrodzić i znów pięło się wzwyż, i znowu na kościołach zawieszano dzwony, i znów niesiono złote wrota, i wilnianki znowu się stroiły, i półki uniwersyteckiej biblioteki, okradzione i spalone przez Moskwicinów, znów powoli zapełniały się książkami, i znowu działała Katedra Prawa Cywilnego. I od nowa powstawały w Wilnie traktaty, odbywały się dysputy teologiczne, przeprowadzano badania naukowe, worzono poezję, i Wilno nie zniknęło z mapy świata, lecz było na niej zapisane jako stolica europejska pośród innych większych lub mniejszych stolic i miast, gdzie w bibliotekach uniwerysteckich przy oszkolonych oknach, z akórymi może tez spadały własnie jesienne liście i fruwały stada kraczących kawek, może tak samo jak Kaziemierz siedzieli inni studenci (…) i Kazimierz siedząc z książką w rękach w bibliotece wileńskiej akademii, dziwnie się czuł – jakby był cząstką rozrzuconej po całym świecie  wielkiej rodziny studentów, którzy czytali po łacinie, a zarazem cząstką tego ogromnego świata.

(transformacja Wilna z perspektywy Kazimierza Narwojsza)

Narracja

W książce o wszystkim, co się dzieje, dowiadujemy się od wszechwiedzącego narratora. Za jego sprawą poznajemy nie tylko przeszłość i teraźniejszość – to, co widoczne na zewnątrz, ale również myśli i motywacje bohaterów. Narrator relacjonuje nam nawet przebieg ich rozmów, ponieważ brakuje tu dialogów. Książka jest bowiem napisana stylem barokowym. Mamy tu zatem długie, ciągnące się nawet przez półtorej strony zdania wielokrotnie złożone. Naszpikowane przecinkami, średnikami i myślnikami, kwieciste, pełne ornamentów jak barokowe budowle. Tak też pisarka stawia piękną budowlę ze słów, nasycając je treścią, treść natomiast nasącza wielowymiarową Historią. I mimo osadzenia tej historii parę wieków wstecz, akcja cały czas dzieje się w czasie teraźniejszym. Tu i teraz, co doskonale podtrzymuje napięcie. Autorka posługuje się też współczesnym językiem, więc nie ma problemu ze zrozumieniem.

Silva rerum – rzecz o naturze ludzkiej

Silva rerum Sprawdź na TaniaKsiazka.pl >>

Oprócz rysu historycznego i obyczajowego oraz opisu losów rodu autorka porusza w swoim dziele uniwersalne tematy. Na warsztat bierze zło i dobro, moralność i grzech, wiarę i religię, lojalność i zdradę, sprawiedliwość i krzywdę, skromność i hedonizm. Oraz ukazuje nietrwałość w postanowieniach, które mogą się zmienić w zależności od okoliczności. Kristina Sabaliauskaitė pisze o tym, że obłudę i kłamstwo zawsze można tłumaczyć dobrem drugiego człowieka. Silva Rerum to także opowieść o miłości: ojcowskiej, matczynej, do Boga, do ukochanej i do ojczyzny. O szukaniu spełnienia i nieustającym niepokoju, o życiu, które jest zależne od śmierci i od historii. A także o skrytych namiętnościach. I tajemnicach – tych mniejszych i tych dotyczących losów narodu, które człowiek niekiedy bywa zmuszony ujawnić dopiero przed wydaniem ostatniego tchnienia.

Książka w wysmakowany sposób łączy ustawiony z jednej strony rozłożony na czynniki pierwsze realizm, z drugiej natomiast to, co wymyka się jasnym pojęciom, które można ogarnąć poznaniem zmysłowym. Dotyka rzeczy przyziemnych i tych nienamacalnych.  I chyba dlatego właśnie jest tak magiczna. I tak bardzo chce się sięgnąć po kolejny tom tej trylogii. By wiedzieć, co dalej… i do kogo teraz przywędruje śmierć.

*

Masz ochotę pooddychać siedemnastowiecznym wileńskim powietrzem? Sięgnij po swój egzemplarz książki Silva rerum Kristiny Sabaliauskaitė, który czeka na Ciebie w tym miejscu.

Powiązane artykuły:

  • 8/10
    Jak mocno książka mnie wciągnęła? - 8/10
  • 8/10
    Jak oceniam styl pisania, język i warsztat autora? - 8/10
  • 8/10
    Czy warto przeczytać tę książkę ponownie? - 8/10
  • 8/10
    Czy bohaterowie wzbudzili sympatię? - 8/10
8/10

Summary

Czytając tę książkę, odniosłam wrażenie, że ona sama w sobie jest właśnie taką Silva rerum – lasem rzeczy wileńskich i litewskich w ogóle, rzeczy ważnych i tych mniej istotnych dla Litwinów drugiej połowy siedemnastego wieku. Przekazanych w niezwykle sugestywny sposób. Kristina Sabaliauskaitė wypełnia bowiem karty wręcz podręcznikowymi informacjami dotyczącymi życia i pracy mieszkańców. Z dokładnością przybliża tradycje, obrządki religijne, pisze o uprzedzeniach, obyczajach i typowych dla tego miejsca i czasu nieobyczajnych zachowaniach. Przemyca tu też liczne fakty historyczne.

Urszula Garncarz