Recenzje

Recenzja: Wiedźmin. Sezon Burz – Andrzej Sapkowski

Wiedźmin. Sezon burz - Andrzej Sapkowski

Wiedźmin. Sezon burz - Andrzej SapkowskiWiedźmin. Sezon burz – Andrzej Sapkowski

“Opowieść trwa, historia nie kończy się nigdy…”

Przyszła burza. Nie taka za oknem, z piorunami i wichrem, choć równie intensywna. Zagościła w moim sercu, duszy i umyśle zaraz po przyswojeniu sobie informacji, że oto wychodzi kolejna książka opowiadająca o losach Wiedźmina, Geralta z Rivii. Sapkowski – człowiek którego nie trzeba przedstawiać, zrobił ogromną niespodziankę wszystkim fanom Białego Wilka, a wredne strzygi od razu dały o sobie znać i natychmiast przeniosły Sezon Burz na wierzch mojego stosu książek do przeczytania.

Zacznijmy od początku. Sezon Burz wydało tradycyjnie wydawnictwo SuperNOWA, nic się w tym względzie nie zmieniło. Różni się natomiast okładka. Nie pasuje stylem do żadnego z poprzednich wydań, samo wykonanie również jest inne. Inne nie znaczy jednak gorsze. Okładka – miękka, ale papier wydaje się być podobny do tego, jakim okłada się gry planszowe, może trochę nieco cieńszy. Sama szata graficzna i pomysł na okładkę jest oryginalny. Niestety, na kantach grzbietu książki, farba zaczęła się szybko wycierać, choć powieść trzymałem w ręku dopiero drugi dzień, no ale przejdźmy do tego, co znajduje się w środku.

Trudno jest umiejscowić w czasie wydarzenia opisane w Sezonie Burz. Parę zdań delikatnie sugeruje nam, iż jest to prequel do powieści, lecz nie można mieć co do tego pewności. Podczas lektury nie można narzekać na nudę, bo i życie Geralta takowe nie jest. W miarę przemierzania kolejnych stron z Geraltem, wątków jest coraz więcej. Za każdym wykrotem czyhają na nas potwory, do tego czarodzieje wtrącają swoje trzy oreny, co przynosi za sobą spiski i intrygi. Nie mogło obyć się także bez ponętnych magicznie podrasowanych czarodziejek oraz Jaskra i jego niepowtarzalnych dialogów z Geraltem. Wszystko to okraszone fenomenalnym językiem, do jakiego przyzwyczaił nas Sapkowski.

Po przeczytaniu całości lektury mam jednak mieszane odczucia. Ciężko uniknąć porównań ze starszą powieścią lub opowiadaniami o wiedźminie. A tamte, choć czytałem szmat czasu temu, wydawały się ciut wyraźniejsze i żywsze. Sam wiedźmin w Sezonie Burz sprawia czasem wrażenie flegmatyka i przyjmuje bierną postawę. Akcja staje się przewidywalna i nie zaskakuje nas tak mocno jak kiedyś.

Miejmy nadzieję, że ten mały spadek formy to celowy zabieg i podwaliny pod jakąś następną „niespodziankę” od Andrzeja Sapkowskiego. Może ma to ułatwić przełamanie “filmowego fatum” i w końcu zobaczymy porządną produkcję o Geralcie? Pomimo nieco niższego poziomu, niż ten ,do którego przyzwyczaił nas twórca uniwersum Wiedźmina, dostajemy dobrą rozrywkę i nie żałuję, że ta książka trafiła na pierwsze miejsce w mojej książkowej kolejce. Cieszę się, że mogłem znów przenieść się do niebezpiecznego świata Białego Wilka i chociaż częściowo wzbudzić w sobie niepowtarzalne emocje, jakie dostarczyło mi kiedyś pióro Andrzeja Sapkowskiego.