Recenzje

Recenzja: Przebudzenie – Stephen King

Przebudzenie książka

Rozpieszcza nas King Stephen szybkością pisania kolejnych książek. Na dzień dzisiejszy, którym jest senna niedziela 16 listopada 2014 r., „Przebudzenie” jest tą najnowszą. Ponieważ dane mi było rozpocząć weekend jej lekturą, chciałabym zakończyć go podzieleniem się wrażeniami.

Recenzję „Przebudzenia” rozpocznę krótkim wprowadzeniem – poprzednio czytaną przeze mnie książką autorstwa Kinga był tytuł „Dallas ’63”. Chwilę wcześniej zapoznałam się z „Panem Mercedesem”. Nie czytałam ani „Joyland”, ani powieści „Doktor Sen”, natomiast bliskie memu sercu są starsze dzieła Kinga jak chociażby „Zielona mila”, „TO” czy „Lśnienie”. Twórczość tego autora zaliczyć mogę do swych ulubionych treści sensacyjnych. Z przeczytanych tytułów, których jest dużo więcej niż tych kilka wymienionych powyżej, zdecydowana większość odpowiadała mym gustom, a kilka z nich trafiło na półkę książek ulubionych.

„Przebudzenie” nie będzie jedną z tych, po których wrażenia przez tygodnie każą mówić znajomym czytelnikom: „Sięgnijcie po nią koniecznie”, niemniej fanom powieści z dreszczykiem lekturę „Przebudzenia” mogę śmiało polecić.

Powieść napisana została z punktu widzenia głównego bohatera – Jamiego Mortona. Poznajemy go na początku lat sześćdziesiątych, gdy jako sześciolatek spotyka młodego kaznodzieję Charlesa Jacobsa. Pewnego dnia Jamie bawi się przed domem podarowanymi mu przez siostrę żołnierzykami, gdy na plac prowadzonej bitwy pada cień postaci wielebnego. Jamie nie wie jeszcze, że losy tej postaci złączą się z jego losami. Kolejne spotkania z Charlesem Jacobsem będą krokami milowymi oddzielającymi poszczególne etapy życia Jamiego. I chociaż z jego perspektywy spotkania te doprowadziły do traumatycznego końca, wydaje mi się, że ścieżka, na której Jamie nie spotkałby Jacobsa niekoniecznie byłaby dużo lepsza.

Własne wrażenia polekturowe rozpocznę tak: o ile udało się Kingowi sprawić, że polubiłam postać Jamiego Mortona, wrażliwego brata i syna obdarzonego talentem do muzyki, o tyle zarysowana postać Charlesa Jacobsa nie jawiła mi się jako „ten bardzo zły”. Doświadczony przez los wielebny radzi sobie z przeżytą tragedią oddając się swej pasji – odkrywaniu możliwości, jaką niesie niedoceniana i „zdjęta z piedestału” rzeczy cudownych i zachwycających elektryczność. Przez 95% objętości książki takie oblicze Jacobsa przewija się w tle. Dopiero w końcówce książki czytając o efektach działań wielebnego mamy dowody na to, że nie był postacią, która bezinteresownie pomagała biorąc odpowiedzialność za swe działania. Przeobrażenie uczuć Jamiego do Jacobsa z przyjacielskich do wstrętu i wrogości zdaje mi się nieprawdopodobne. Coś na zasadzie „jesteś brzydki, źle robisz i już cię nie lubię”.

Druga, po niewiarygodności postaci, kwestia, która sprawiła, że „Przebudzenie” nie będzie moją ulubioną sensacją, jest zakończenie. Zaskakujące wobec pomysłów, jakie miałam w trakcie czytania, ale na pewno nie „kwintesencja horroru”, jak przeczytać możemy w opisie książki dostarczonym przez wydawcę. W swej recenzji notorycznie nazywam „Przebudzenie” sensacją, gdyż dla mnie jej klimat daleki był od horroru. Jeśli chcecie mocno się bać – sięgnijcie po „Lśnienie”, „Dzieci kukurydzy”, „Carrie”, czy „Cmętarz dla zwieżąt. „Przebudzenie” zawiera przerażającą wizję, lecz opisaną na nędznych kilku(nastu) stronach, co stanowi mniej niż procent całej objętości książki.

Książka „Przebudzenie” nie będzie mą ulubioną, jednak polecam jej lekturę. Mimo opisanych niedociągnięć, świetnie się ją czyta, co zawdzięczamy lekkości pióra Kinga i wciągającym opisom zdarzeń. Dynamiczna opowieść sprawdzi się jako udana rozrywka na kilka godzin „dla siebie”. Ode mnie 7/10 możliwych punktów.

Kup książkę “Przebudzenie” w księgarni TaniaKsiazka.pl >>

Monika Szatyłowicz