Recenzje

Recenzja książki „Nauka Świata Dysku IV. Dzień sądu”

Wielbiciele twórczości Terrego Pratchetta łączcie się! Poza powieściami z cyklu „Świat Dysku”, sięgnijcie również po „Naukę Świata Dysku”! Sięgnijcie, bo warto! Jeśli, drogi Czytelniku, nie poczułeś się tym energicznym wyzwaniem skłoniony do przeczytania książki „Nauka Świata Dysku IV. Dzień sądu”, zerknij na kolejnych kilkanaście linijek.

W tym miejscu musimy zaznaczyć, że Marjorie miała też specjalny uśmiech da pewnego dżentelmena o imieniu Jeffrey (…) Łączyło ich pewne zrozumienie, a także wiele rozumieli, między innymi w temacie, jakim jest Bliss. W przypadku, gdyby ktoś teraz myślał o bibliotekarskiej pornografii, spieszymy wyjaśnić, że chodzi o alternatywny system katagowania (…).

Cytat ze strony 256 książki Nauka Świata Dysku IV. Dzień Sądu

Nauka_Swiata_Dysku_Dzien_SaduJeśli znasz już książki Pratchetta, zapewne nie muszę Cię zbytnio namawiać do sięgnięcia po Nauki Świata Dysku. Podobnie jak w powieściach, znajdziesz w nich niezwykły humor tego pisarza.

Muszę Cię jednak ostrzec – tom ten, jak i poprzednie tomy „Nauk”, to przede wszystkim mniej i bardziej przydatna wiedza. A w zasadzie Wiedza. Od ewolucji, teorię prawdopodobieństwa, grawitację, po rozważania na temat religii i Wszechświata. W książce tej znajdziesz opowieść rodem ze Świata Dysku (Niewidoczni akademicy prezentuj broń!), jednak treść „Nauk” wypełniają „Nauki”. Dziwne. Skąd więc tytuł?

Logiczno – filozoficzne rozważania. Nienaukowe podejścia do naukowych kwestii. Lub, jak kto woli, naukowe kwestie w podejściu całkiem zdrowo-rozsądkowym (czy nie byłoby lepiej, by Ziemia była płaska? a może jest płaska, tylko istnieje spisek, który to zataja przed zwykłymi ludźmi? wyjaśnienie na przykładzie…).

„Nauki” nie są książką do szybkiego czytania – to coś jak encyklopedia rozważań zogniskowanych wokół jednego motywu przewodniego. Satelity wokół słońca swobodnie przepływające między poszczególnymi myślami i pojęciami. Wypełniona niezbyt łatwymi słowami w stylu teodolit, molekuły, polimeraza. Opisująca „Magię, która nie jest rzeczywista” oraz „Rzeczywistość, która nie jest magiczna”.

Tej książki nie da się opisać. Można przez nią przestrzec, a następnie pozwolić zanurkować w otchłanie Wiedzy. Myślę, że najrozsądniej uczynić to przez stopniowe zanurzanie stóp w tym oceanie. Warto więc mieć ocean na swej półce, by móc do niego wracać.

Nie polecam tylko tym, którzy nie znają imć Pratchetta lub nie interesują się poznawaniem tego, czego jeszcze nie znają (???) lub nie lubią myśleć w wolnym czasie. 8 / 10.

KsiążkoweWieści