Miasto świętych i złodziei - kup na TaniaKsiazka.pl

Mam nadzieję, że recenzja książki Miasto świętych i złodziei pomoże Wam podjąć decyzję, czy jest to powieść właśnie dla Was. Autorką tej historii jest amerykańska pisarka, Natalie C. Anderson, która od lat pracowała dla organizacji pozarządowych i ONZ. Nic więc dziwnego, że w swojej książce porusza temat uchodźców, głównie z Afryki, bo właśnie im pomagała przez ponad dziesięć lat.

Na początku Anderson wyjaśnia Czytelnikom, jak wplotła w całą historię elementy prawdziwe. Warto zwrócić na to uwagę. Bo nietrudno wyobrazić sobie fakt, że miejscowa ludność faktycznie przeżywa koszmar, kiedy na ich terenie zostaje odkryta kolejna kopalna, szlachetnych kamieni czy metali. Trudno usłyszeć o tym w telewizji. Temat Afryki nie gości w wieczornych wiadomościach i trudno doszukać się podobnych informacji w sieci. W grę wchodzą bowiem duże koncerny i ogromne zyski.

Recenzja książki Miasto świętych i złodziei – moje wrażenia

Prawda jest taka, że czytałam mnóstwo gorszych książek, ale też dużo lepszych. Miasto świętych i złodziei umieściłabym gdzieś pośrodku. Styl pisania autorki jest znośny, nie męczy, a przez kolejne rozdziały przechodzi się całkiem płynnie. Problem, jak dla mnie, tkwi w fabule.

Mam pewną teorię i teraz chętnie się nią z Wami podzielę. Odnoszę wrażenie, że amerykanie mają przesadną potrzebę prostolinijnego wyjaśniania, o co chodzi w konkretnym filmie czy książce. Tak, jakby jakiekolwiek niedomówienie czy przemilczenie jakiegoś faktu mogło spowodować, że odbiorca nie zrozumie, o co chodzi. Jeśli na przykład między dwojgiem ludzi rodzi się jakieś uczucie, to trzeba koniecznie pokazać to bardzo dobitnie. Tak, żeby nikt nie miał wątpliwości… Dlaczego o tym mówię? Bo podobnie jest w tej książce. Jeśli czytam książkę kryminalną, to wolałabym nie dostrzegać tam romantycznych scen, które uderzają, co raz w moje oczy i przyprawiają o irytację. Czytałam wiele książek, gdzie partnerzy w sprawie mieli się ku sobie, ale wynikało to raczej z interpretacji i informacji wyłapywanych między wersami. Jeśli ktoś tworzy kryminał, moim zdaniem powinien ograniczyć wątki uczuciowe do minimum. Świetnym przykładem jest tutaj Dziewczyna bez skóry. Tam mogę się jedynie domyślać, że bohaterów połączy jakaś nić porozumienia i wzajemnej fascynacji. I to jest bardzo ciekawe i intrygujące.

Recenzja książki Miasto świętych i złodziei – fabuła, mocne i słabe strony

Wracając do fabuły. Na plus jest tło całych wydarzeń, czyli wspomniane już we wstępie uchodźstwo i problem ludności Afryki, z jakim muszą się borykać. Chodzi oczywiście o wielkie firmy i koncerny, wyzyskujące miejscową ludność dla własnych potrzeb i interesów.

Natomiast cała powieść napisana jest z niezwykłym, przesadnym rozmachem. Momentami miałam wrażenie, że to Mission: Impossible i zaraz zza rogu wyskoczy Tom Cruise. Serio. Kiedy czytam o ulicznym gangu w biednej dzielnicy i należącym do niego piętnasto i szesnastolatkach to nijak ma się to później do przedstawionych działań. Dzieci z ulicy, śpiące na dachach i w starych magazynach, trenujące na starych oponach, włamują się nagle do najlepiej strzeżonej fortecy w bogatej dzielnicy. Żeby było zabawniej, jest ona chroniona przez wymyślne systemy laserowe, czujniki ruchu, tysiące kamer i mnóstwo żołnierzy i straży z automatyczną bronią. A jednak ulicznemu hakerowi udaje się złamać wszystkie zabezpieczenia bez wzbudzenia podejrzeń ochrony, a główna bohaterka zakrada się niespostrzeżenie do willi…

Podobnie jest z finałem powieści. Scena rodem z solidnego filmu akcji, a bohaterka jest niczym Rambo. No, może nie do końca Rambo, ale takie nasunęły mi się skojarzenia. Dlatego takie elementy oceniam bardzo słabo, bo jednak nie potrafię ich połączyć z tym, kim naprawdę są młodociani gangsterzy.

Czy fabuła zaskakuje? Miejscami, ale nie do końca. Potrafi wzbudzić napięcie, jednak  między tym przebija się mnóstwo typowych schematów. Dawny przyjaciel i uczucie, które zaczyna krzyżować misterny plan. I tak jak wspomniałam, spotkanie po latach i od razu bohaterce miękną nogi na widok dawnego przyjaciela. Każda kolejna, wspólna scena, to bijące po oczach elementy wskazujące na to, że dziewczyna zakochuje się w nim.

Kilka słów o bohaterach

Na plus jest fakt, że w bohaterach można dostrzec pewne przemiany wewnętrzne. Świetnie wykreowana postać BoyBoya, młodocianego informatyka o ponadprzeciętnych umiejętnościach hakowania. Co prawda nie zmieni to mojego zdania, że jego umiejętności były zbyt absurdalne. Jednak sama postać wzbudziła moją sympatię, a jej kreacja była spójna przez całą historię. Trudno mi powiedzieć coś o głównej bohaterce, Tinie. Bo przyznam szczerze, że duży niesmak pozostał mi po tym, jak od razu zaczęła zakochiwać się w Michaelu. I to przesłania mi obiektywną jej ocenę. No i do bólu przewidujące było to, że ich niefortunne spotkanie potoczy się w kierunku miłości.

Recenzja książki Miasto świętych i złodziei – podsumowanie

Tak, jak wspomniałam na początku. Książka nie jest najgorsza, bo czyta się ją całkiem dobrze. Jednak jest mnóstwo innych, ciekawszych powieści kryminalnych. Tu już na odległość trąci schematami i pewnymi oczywistościami, chociaż znajdzie się też kilka zaskakujących elementów. No i kilka absurdalnych i pełnych patosu scen.

Paulina Jaszczurowska