KsiążkaPoradniki

Recenzja książki Liga (nie)złych mam A. N. Nathman

Liga (nie)złych mam

Już w pierwszym opisie, na żółtym zagięciu okładki książki Liga (nie)złych mam, widnieje krótki opis idealnej mamy. Czytelnik najpierw myśli sobie: nie… tak się nie da! Po czym czyta koniec cytatu, który zapewnia, że taki opis mamy jest mitem. Uff… Nie czarujmy się, większość z Czytelników, którzy sięgną po tę pozycję, będą stanowiły mamy. Tak jak ja. Zatem opowiem Wam o tej książce patrząc przez matczyny pryzmat. Przede wszystkim zawiera kilkadziesiąt autentycznych opisów dotyczących wychowania dzieci przez amerykańskie matki. Choć wiele okoliczności dotyczy tamtej kultury, są one zrozumiałe i spokojnie mogłyby znaleźć odwzorowanie w naszych realiach Matek Polek.

Dwa skojarzenia z książką Liga (nie)złych mam. Egoistki z miłości.

Gdy sięgnęłam po książkę Liga (nie)złych mam od razu nasunęły mi się dwa podobieństwa:

Pierwsze dotyczyło okładki. Wizerunek mamy, która próbuje zadbać o siebie, dziecko i dom, stojąc po środku kuchni gdy jej maluch skutecznie jej to utrudnia. Szkrab jest wszędzie na raz i wprowadza chaos tam, gdzie jej udało się zaprowadzić chwilową harmonię i ład. Znacie to? Jeśli nie z własnego doświadczenia dnia codziennego, to być może z podobnej fotografii, która obeszła cały Internet. Jest na niej rozczochrana mama w ciąży, a kilkoro małych dzieci roznosi to, co kiedyś było przepiękną przystanią ogniska domowego.

Drugie skojarzenie nasunęło mi się już podczas czytania samej treści. Nie sposób nie skojarzyć wymienianych tu historii z filmami: Złe mamuśki lub Mamuśki mają wychodne.

Liga (nie)złych mam – forma i treść

Cała struktura książki jest podzielona tematycznie. Tak, tak drogie Czytelniczki, znów wkładają nas do matczynych szufladek ale tym razem dla naszego dobra, by móc bardziej się zrozumieć i zobaczyć, że inni też mają czasami ciężko próbując sprostać mitowi Idealnej Matki. To określenie jest głównym tematem krótkich opowieści każdej z autorek. Szufladki macierzyńskie, które stanowią większe rozdziały książki, dotyczą:

  • matczynych wpadek (tych, po których wyrzuty sumienia nie opuszczają nas na długie lata),
  • różnych ciekawych aspektów wczesnego macierzyństwa,
  • tego, co mamy tak na prawdę mają w głowie, a do czego boją się przyznać,
  • całego spektrum rodzajów mam (po tym rozdziale z pewnością będziecie bardziej wyrozumiałe dla innych)
  • ciemnej strony macierzyństwa (musicie moje drogie Czytelniczki same przejść przez ten ciężki rozdział. Jest tu o mamach, które m.in. palą marihuanę lub dokonały aborcji.)

W każdym takim rozdziale znajdziecie po kilka historii, od których pojawi się na Waszych twarzach uśmiech, łzy oraz złość. Uwaga! Lepiej siedzieć gdy czyta się niektóre zwierzenia.

O czym tak debatuje ta cała Liga (nie)złych mam?

Jak już wspomniałam wcześniej, głównym tematem jest mit Idealnej Matki.

Przykładowo jedną z nich, gdy była nastoletnią dziewczyną, irytowało ciągłe zamartwianiem się i kontrolowanie jej własnej mamy, do czasu gdy… sama nie została mamą wcześniaka. Stwierdza, że jej postrzeganie macierzyństwa jest definiowane codziennie na nowo i że nie ma żadnego dobrego sposobu na bycie matką, jest tylko ten własny.

A wszystko, co pomiędzy, to kraina wyidealizowanych wyobrażeń.

Ciężko nie zgodzić się z inną mamą, która idealnie opisuje to czego doświadczamy dzisiaj:

Współczesne macierzyństwo jako instytucja jest dla kobiet uciążliwe – napędzane rywalizacją, sztuczne, spędzane w samotności i egoistyczne.

Na pytanie jak sprostać mitowi Idealnej Matki, który wywiera na nas obecnie ogromną presję, jedna z mam odpowiada:

Co jest wystarczająco dobre? Tego się nie dowiemy. Nie nam to oceniać. Możemy jednak zobowiązać się każdego ranka do zrobienia wszystkiego, co najlepsze, do kochania najmocniej, jak umiemy, przykładania największej uwagi, jaką potrafimy z siebie wykrzesać, biorąc pod uwagę nasz nieuchronny brak snu i poziom przytłoczenia. Oto najlepszy barometr: jak bardzo cieszyły mnie dzisiaj moje dzieci? w jak wielkim stopniu moje serce przepełniały miłość i wdzięczność? Jeśli kładę się spać z uśmiechem na ustach z powodu tego, co zrobiło lub powiedziało moje dziecko, i mam świadomość, że jest nakarmione, ubrane, jest mu ciepło i czuje się kochane, mogę to uznać za dobry dzień.

Właściwie mogę się nawet nazwać idealną matką.

Mamy piszą o tym, jak dobrze jest czasem zrzucić płaszczyk macierzyństwa i zająć się sobą lub swoim związkiem z partnerem, jak nie można dać się zwieść pozorom idealnych mam, jak poradzić sobie z chaosem na początku, a w zasadzie jak sobie z nim nie radzić tylko na jakiś czas go zaakceptować.

Podsumowując Ligę (nie)złych mam

Myślę, że po odejściu od sposobu życia z większą ilością bliskich w jednym domu – wiele straciłyśmy, ale też wiele zyskałyśmy. Siostrzeństwo, jakie zaczyna się teraz rodzić między kobietami na potęgę, daje mi nadzieję na to, że matki zaczną, na siebie same i na inne mamy, patrzeć bardziej przychylnie i wyrozumiale. Ta książka jest tego idealnym odzwierciedleniem. Głosem wielu różnych mam. I uwierzcie mi, autorkami mogą być matki z wszystkich kontynentów, nie tylko te amerykańskie.

Polecam książkę tym Czytelnikom, którzy myślą, że pozostali sami ze swoimi rodzicielskimi problemami. Liga (nie)złych mam działa trochę jak spotkanie w grupie AA. Czytając o tym jak innym jest równie ciężko i z jakimi problemami mają co czynienia, nasze problemy stają się jakby nieco lżejsze.

Książkę możecie znaleźć tutaj.

  • 8/10
    Jak mocno książka mnie wciągnęła? - 8/10
  • 7/10
    Jak oceniam styl pisania, język i warsztat autora? - 7/10
  • 5/10
    Czy warto przeczytać tę książkę ponownie? - 5/10
  • 9/10
    Czy bohaterowie wzbudzili sympatię? - 9/10
7.3/10

Fragment recenzji

Cała struktura książki jest podzielona tematycznie. Tak, tak drogie Czytelniczki, znów wkładają nas do matczynych szufladek ale tym razem dla naszego dobra, by móc bardziej się zrozumieć i zobaczyć, że inni też mają czasami ciężko próbując sprostać mitowi Idealnej Matki. To określenie jest głównym tematem krótkich opowieści każdej z autorek.

Anna Zając