Recenzja książki Kolory pawich piór

Hej! Dziś przed wami recenzja Kolory pawich piór Jojo Moyes. Ja przyznaję się szczerze, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej pisarki. Książka nie jest nowością, bo premierę światową miała w 2005 roku. Natomiast w Polsce aktualnie jest chyba najnowszą powieścią pisarki, którą wydano. Wiem, że styl autora to coś, co zazwyczaj cały czas ewoluuje i staje się lepszy z każdą kolejną napisaną historią. W związku z tym być może recenzowana dziś książka niekoniecznie oddaje talent Moyes. Ponieważ jej historie stają się w błyskawicznym tempie bestsellerami i cieszą się naprawdę ogromną popularnością. Ja natomiast z ciekawości sprawdziłam też opinie o Kolorach pawich piór, by skonfrontować moje przemyślenia na temat tej powieści z opiniami innych czytelników. Tym samym moje poszukiwania utwierdziły mnie w odczuciach wobec tej lektury. Z pewnością nie jest to najlepsza powieść Jojo Moyes, ale warta uwagi.

Recenzja książki Kolory pawich piór

Recenzja Kolory pawich piór – pierwsze wrażenie

Po pierwsze zaskoczyła mnie objętość tej powieści – to aż 526 stron interesującej historii. Tak, bo trzeba przyznać, że, chociaż nie jest to arcydzieło literackie, to naprawdę wciąga i intryguje czytelnika. A o to przecież chodzi, prawda? Poza tym podoba mi się fakt, że za ilością stron idzie przemyślana i wartka akcja. Próżno tu szukać opisów-zapychaczy czy scen, które nic nie wnoszą do opowieści. Niemal każda rozmowa i spotkanie ma tutaj znaczenie.

Ponadto autorka rzetelnie i interesująco prezentuje czytelnikom cały zarys zdarzeń, które poprzedzają właściwą już akcję, gdzie główną bohaterką jest Suzanna. Muszę przyznać, że to naprawdę intrygujący zabieg. Zwłaszcza że nie od razu można się połapać, o co chodzi i kim właściwie jest główna bohaterka. Poza tym historia „przed” jest równie interesująca, jak główna akcja i sprawia, że czytelnik wczuwa się w klimat całej koncepcji i autorskiego zamysłu na losy bohaterów.

Recenzja Kolory pawich piór – kilka słów o głównej bohaterce i nie tylko

Suzanna nie należy do najsympatyczniejszych postaci, powiedzmy sobie szczerze. Ale Jojo Moyes należą się duże brawa za jej konstrukcję. Podobnie jest z matką bohaterki, której imienia nie będę tu zdradzać, by nie czynić niepotrzebnych spoilerów. Była to wyrazista i temperamentna kobieta. Suzanna odziedziczyła po niej nie tylko cechy fizyczne, ale także coś z szalonego i nieprzewidywalnego stylu bycia. Z tego powodu jestem naprawdę pod wrażeniem stworzenia tak wyrazistych postaci, a mimo to różniących się od siebie.

Poza tym należy tu chyba wspomnieć, że Kolory pawich piór to wcale niełatwa i lekka historia. Ponieważ autorka po raz kolejny porusza ważny temat trudnych życiowych decyzji, z jakimi przychodzi się mierzyć człowiekowi. Wnikliwie i z zaskakującą precyzją wnika w działanie ludzkiej psychiki oraz sugestywnie prezentuje opisy niewielkich społeczności w małych miasteczkach.

Recenzja Kolory pawich piór – podsumowanie

Ponieważ nie mam odniesienia do innych powieści Jojo Moyes, skupię się na recenzowanej dziś książce. Jak dla mnie to doskonała propozycja dla wszystkich, którzy poszukują niekoniecznie lekkiej, ale bardzo wciągającej historii na letnie czy jesienne wieczory. Ani razu nie miała poczucia, że się nudzę. Miejscami zachowanie głównej bohaterki doprowadzało mnie do szału, ale to tylko na plus, bo to oznacza, że te postacie naprawdę „żyją”. Książka może nieco nudzić tych, którzy nie są zainteresowani opisami przyrody i tego, jak zarządza się majątkami na wsi oraz jak wygląda tam życie. Poza tym nieco nużące mogą być niektóre wątki ze względu na ich leniwe opisy dnia codziennego, gdzie praktycznie akcja niezbyt poszwa się do przodu. Jednak tak jak pisałam, nie odniosłam przy tym wrażenia, że są to jakieś zapchajdziury fabularne.

Ocena Pauliny
  • 8/10
    Jak mocno książka mnie wciągnęła? - 8/10
  • 8/10
    Jak oceniam styl pisania, język i warsztat autora? - 8/10
  • 8/10
    Czy warto przeczytać tę książkę ponownie? - 8/10
  • 10/10
    Jak oceniam konstrukcję bohaterów? - 10/10
8.5/10

Fragment recenzji

Jak dla mnie to doskonała propozycja dla wszystkich, którzy poszukują niekoniecznie lekkiej, ale bardzo wciągającej historii na letnie czy jesienne wieczory. Ani razu nie miała poczucia, że się nudzę. Miejscami zachowanie głównej bohaterki doprowadzało mnie do szału, ale to tylko na plus, bo to oznacza, że te postacie naprawdę „żyją”.

Paulina Roszko