Pan i Pani Fleishman - recenzja Pan i Pani Fleishman

Sięgając po książkę Pan i Pani Fleishman autorstwa Taffy Brodesser-Akner nie wiedziałam, co mnie czeka. Podeszłam do niej z otwartą głową, gotowa na wszystko, co pisarka pragnęła wnieść w życie czytelnika, w tym w moje. I muszę przyznać, że za sprawą lektury — pojawił się w nim ciężar. Książka ta jest bowiem gorzką analizą związku małżeńskiego. I rozpadu więzi, która przecież zawsze wydaje się być na tyle silna, by móc zawierzyć jej do końca życia. A której jednak często nie udaje się przetrwać…

Pan i Pani Fleishman Sprawdź na TaniaKsiazka.pl >>

Pan i Pani Fleishman – o rozpadzie więzi

Nie żałował, że się ożenił. Nie żałował nawet, że się ożenił z Rachel. Dzieci miał idealne. Przez pewnie czas był szczęśliwy. A w każdym razie wydawało mu się, że pamięta taki czas.

~ Toby Flisheman

Tytułowym Panem Fleishmanem z książki Pan i Pani Fleishman jest 40-letni Toby. Poznajemy go w chwili, gdy próbuje się uwolnić z koszmaru piętnastoletniego małżeństwa z bezkompromisową, apodyktyczną i nieczułą Rachel, Panią Fleishman. Jeszcze bez rozwodu, ale papiery mają nadejść lada dzień. Mężczyzna, jak spuszczony z łańcucha, upaja się swoją wolnością. Zaczyna od początku, wynajmując mieszkanie i na nowo odkrywając swoją atrakcyjność. Korzysta z erotycznej aplikacji randkowej, w której aż się roi od kobiet chętnych, by uprawiać z nim seks. Na początku z niedowierzaniem, a później z przyjemnością korzysta z propozycji, próbując podzielić swój czas między seksualne przygody, pracę w szpitalu jako specjalista hepatolog, opiekę nad dwójką dzieci, Sollym i Hannah, oraz obarczaniu winą Rachel za rozpad ich małżeństwa.

Między miłością a nienawiścią

Mogłoby się wydawać, że skoro dusił się w swoim związku, to teraz, odcięty od relacji, która zabierała mu tlen, jest szczęśliwy. Niestety, między oglądaniem pup, biustów i innych części ciała, które masowo spływają na jego telefon opatrzone zachęcającym komentarzem, Toby nie może przestać myśleć o Rachel. Stan ten się nasila zwłaszcza teraz, gdy żona nie odbiera dzieci w ustalonym terminie i… po prostu zapada się pod ziemię. Toby wariuje ze złości na jej lekkie podejście do zawartych umów i brak szacunku do jego czasu i  niego samego. Jednak oprócz negatywnych emocji po prostu się martwi. Przez wzgląd na dzieci, ale też dlatego, że to po prostu Rachel. Jej obraz i wspomnienia z nią związane wracają do niego niemal w każdej minucie życia. Czasem są to retrospekcje pełne nienawiści, innym razem podszyte ciepłym sentymentem i tęsknotą za tym, co utracili. Dzięki temu dowiadujemy się, jak to z nimi było naprawdę (?).

Jędza Rachel?

Jak można się domyślić, zaczęło się od pięknego zakochania. I wielu punktów wspólnych, które w trakcie trwania związku się rozjechały. Rachel zaczęła robić poważną karierę jako agentka gwiazd, a przy tym zarabiać duże pieniądze i znikać z domu pochłonięta ogromem obowiązków. Toby natomiast miał misję pomagania ludziom, dlatego nie przeszkadzała mu pensja lekarza, znacznie niższa od zarobków żony, które to pozwalały im na życie w luksusie. Spędzali ze sobą mało czasu i Toby coraz mocniej zauważał zmiany w ukochanej oraz odnotowywał różnice między nimi. Do tego czuł się przez nią poniżany, punktowany. Wieczne pretensje, zarzuty i brak zainteresowania dziećmi, jakie powinna okazać matka oraz podporządkowanie swego życia do jej grafiku, sprawiły, że miał już dość i zażądał rozwodu.

Wygrzebuję się z piętnastoletniego związku z kobietą, która nie pozwalała mi sikać na stojąco. Jest co leczyć.

~ Toby Flisheman

Przed oczami zatem maluje nam się obraz Rachel jako okrutnej, nieczułej, wiecznie nieobecnej i skupionej na sobie jędzy. Bezkompromisowej hetery górującej nad mężem, która wiecznie była z niego niezadowolona. W tej opowieści potępiającej Panią Fleishman Pan Fleisman jest jej ofiarą. A małżeństwo, które powinno trwać wiecznie, przez nią okazało się porażką. Wszystko jest jasne — role zostały podzielone. I dokładnie w takim przeświadczeniu utrzymuje nas autorka przez znaczną część lektury.

Mimo wszystko podczas czytania rodził się we mnie bunt. Przecież nie można ocenić związku jedynie na podstawie zeznań jednej strony. Jak dobrze zatem, że w pewnym momencie nastąpił nagły zwrot. Pod koniec powieści Rachel otrzymuje bowiem szansę na przedstawienie swojej wersji tej historii. I gdy poznajemy ją  z  jej perspektywy — wszystko przestaje być tak szalenie jednoznaczne.

Pan i Pani Fleishman – studium małżeństwa

Taffy Brodesser-Akner w swojej powieści Pan i Pani Fleishman dokonuje swoistej wiwisekcji rozpadającego się małżeństwa, jako konstruktu wypełnionego nienamierzalnym cierpieniem i grą pozorów, opartego na dezinformacji i wyobrażeniach, w którym brakuje szczerości i bliskości.

Autorka ukazuje złożoność ludzkiej natury. Obnaża słabości i wskazuje, jak mocno ludzie potrafią być od siebie zależni. I jak potrafią zacierać się granice między dwoma osobami, które wiążąc się – zaczynają się wzajemnie przenikać. Przez co „zrastają się” na tyle, że nie wiadomo, gdzie kończy się jeden człowiek i zaczyna drugi, a co jest przyczyną przerzucania się winą za ból.

W trakcie lektury znajdziemy tu wiele gorzkich prawd, nie tylko o małżeństwie Fleishmanów, ale małżeństwie w ogóle.

Małżeństwo jest jak plansza w starej grze Othello. Dopóki ktoś w odpowiednich miejscach  nie położy odpowiedniej liczby  czarnych pionów, przeważają białe. Na początku białych jest pełno. Nawet jeśli gdzieniegdzie widać czarne, plansza wciąż jest biała. Gdy jednak dojdzie do tego, że czarne zyskają przewagę – czy to będzie romans, czy nadużycia finansowe, nuda, kryzys wieku średniego czy cokolwiek, co doprowadzi do rozpadu – plansza stanie się czarna. I teraz wszystko, nawet wspomnienia, które niegdyś mogły uchodzić za dobre, będą się wydawały skażone i od początku naznaczone rozkładem. Urocza sprzeczka w trakcie miesiąca miodowego stanowiła w istocie zapowiedź końca. Kłótnia o to, po kim będzie nosić imie Hannah, tak naprawdę oznaczała, że odbieram Rachel tę niewielką rodzinę, jaka ma. Nawet najlepszym wspomnieniom towarzyszy teraz poczucie, że byłem głupi, łudząc się, że życie jest dobre, a ja złapałem pan Boga za nogi.

~ Toby Flisheman

*

I jeszcze…

A może kiedy się pobieraliśmy, nie byliśmy w stanie zrozumieć, co znaczy na zawsze? (…) ile razy wydaje się, że coś trwa wiecznie. Na przykład liceum; tylko cztery lata, a dla szestanstolatka to kawął czasu, jedna czwarta życia. Kiedy sie decydujemy, żeby się z kimś związac na reszte życia, ile mamy lat? Dwadzieścia pięć? Trzydzieści? Dzieciaki. Nie zdajemy sobie sprawy, w co sie pakujemy. Skąd mielismy wiedzieć, jak to jest tyle czasu zachowywać się wzorowo? Albo że to, co dzisiaj wydaje nam się zabawne czy czarujące, potem będzie nie do zniesienia? Skąd mieliśmy wiedzieć, czego będziemy potrzebować?

Nie odbiorę Ci jednak możliwości samodzielnego wyłapywania cytatów, które są warte nie tylko podkreślenia ołówkiem, ale też zatrzymania się przy nich na dłużej. Sam na pewno odszukasz ich wiele…

****

Jeśli masz ochotę na wyśmienitą powieść obyczajową o samotności we dwoje, na podróż w głąb relacji małżeńskich, która dobitnie i szczerze obnaża partnerów funkcjonujących w relacji, i która zmusza do refleksji, przeczytaj książkę Pan i Pani Fleishman. Swój egzemplarz możesz zamówić w tym miejscu.

Powiązane artykuły:

  • 8/10
    Jak mocno książka mnie wciągnęła? - 8/10
  • 9/10
    Jak oceniam styl pisania, język i warsztat autora? - 9/10
  • 8/10
    Czy warto przeczytać tę książkę ponownie? - 8/10
  • 9/10
    Czy poleciłabym tę książkę znajomym? - 9/10
8.5/10

Summary

Taffy Brodesser-Akner w swojej powieści Pan i Pani Fleishman dokonuje swoistej wiwisekcji rozpadającego się małżeństwa, jako konstruktu wypełnionego nienamierzalnym cierpieniem, grą pozorów, opartego na dezinformacji i wyobrażeniach, i w którym brakuje szczerości i bliskości. Autorka ukazuje złożoność ludzkiej natury. Obnaża słabości i wskazuje, jak mocno ci ludzie potrafią być od siebie zależni. I jak potrafią zacierać się granice między dwoma osobami, które wiążąc się – zaczynają się wzajemnie przenikać. Przez co „zrastają się” na tyle, że nie wiadomo gdzie kończy się jeden człowiek i zaczyna drugi, a co jest przyczyną przerzucania się winą za ból.

Urszula Garncarz