RecenzjeReportaże

O chłopcu, który ujarzmił wiatr – recenzja książki

O chłopcu, który ujarzmił wiatr to beletryzowane wspomnienia Williama Kamkwamby. Książkę już od jakiegoś czasu możecie znaleźć w księgarniach. Ta autobiograficzna opowieść stała się kanwą scenariusza filmu wyprodukowanego przez Netflix.

Niezwykła historia niezwykłego chłopca

Żeby poznać moją historię, musicie poznać świat, w którym się wychowałem.

O chłopcu, który ujarzmił wiatrWilliam Kamkwamba zwraca się tymi słowami do czytelników już na samym początku. Opowiada o życiu mieszkańców Malawi, a konkretniej jego rodzinnej wioski Masitala. To rolnicza społeczność i większość jego sąsiadów, podobnie jak rodzina Kamkwamby utrzymywała się z uprawy kukurydzy. Williama od dawna ciekawie to, jak działają sprzęty elektroniczne, jak to się dzieje, że napędza je prąd. Chłopak marzy o kontynuowaniu nauki, żeby wiedzieć jeszcze więcej. Jednak susza, która nawiedza Malawi i powoduje klęskę głodu, zmienia wszystko. Jego rodzice nie mają już pieniędzy na to, żeby go posłać do szkoły.

Jednak William nie rezygnuje z poszukiwań, żeby zaspokoić swój głód wiedzy. Okrywa, że w zasobach lokalnej biblioteki może znaleźć mnóstwo ciekawych książek. To właśnie dzięki nim w wyobraźni chłopaka pojawia się plan. Chce stworzyć wynalazek, który zapewni jego rodzinie darmową elektryczność. Z materiałów znalezionych na złomowisku buduje wiatrak, który zmienia życie Williama i mieszkańców jego wioski.

O chłopcu, który ujarzmił wiatr – recenzja książki

Podczas czytania książki O chłopcu, który ujarzmił wiatr, zdałam sobie sprawę z tego, że jesteśmy świetni w niedocenianiu. Nie doceniamy tego, że nie cierpimy głodu, mamy prąd czy możliwość darmowej edukacji… Wszystko to bierzemy za pewnik i na dodatek cały czas narzekamy, a że za dużo nauki, a że sklepy zamknięte w niedziele, a że z powodu awarii przez chwile nie było prądu. Jednak mimo tego, że żyjemy zupełnie inaczej niż mieszkańcy Malawi, mimo tego, że w porównaniu z nimi mamy świetne warunki do życia, to wszyscy mamy coś wspólnego – marzymy.

William, snując opowieść o sobie, snuje opowieść o chłopcu, który nie bał się marzyć i wbrew wszystkiemu swoich marzeń spełniać. Nawet w czasie klęski głodu nie tracił optymizmu. Właśnie dlatego uważam, że to świetna książka dla młodzieży. Historia głównego bohatera motywuje i inspiruje.

Podobało mi się, że opowieść jest napisana w taki sposób, że jej odbiór nie sprawia problemy czytelnikom z innych zakątków świata. To dzięki temu, że William szczegółowo opowiada nie tylko o świecie, w którym wyrastał, ale też o ludziach, ich wierzeniach i uprzedzeniach. Czytelnik zyskuje odpowiednią perspektywę i ma świadomość, jak ważny był wynalazek głównego bohatera. Wraz z nim podarował swoim bliskim nie tylko prąd, ale też zupełnie inną jakość życia.

W opowiedzeniu tej historii Williamowi pomógł amerykański dziennikarz Bryan Mealer, który jest współautorem książki. O chłopcu, który ujarzmił wiatr możecie znaleźć w tym miejscu.

Ocena Anety
  • 7/10
    Jak mocno książka mnie wciągnęła? - 7/10
  • 8/10
    Jak oceniam styl pisania, język i warsztat autora? - 8/10
  • 8/10
    Czy warto przeczytać tę książkę ponownie? - 8/10
  • 9/10
    Czy bohaterowie wzbudzili sympatię? - 9/10
8/10

Fragment recenzji

Nie doceniamy tego, że nie cierpimy głodu, mamy prąd czy możliwość darmowej edukacji… Wszystko to bierzemy za pewnik i na dodatek cały czas narzekamy, a że za dużo nauki, a że sklepy zamknięte w niedziele, a że z powodu awarii przez chwile nie było prądu. Jednak mimo tego, że żyjemy zupełnie inaczej niż mieszkańcy Malawi, mimo tego, że w porównaniu z nimi mamy świetne warunki do życia, to wszyscy mamy coś wspólnego – marzymy.

Aneta Świderska