Szepty z sieci

Literacka przystawka, czyli jak można promować nowości książkowe

Literacka przystawka

Literacka przystawkaPromocja nowości książkowych odbywa się na przeróżne sposoby. W dużej mierze zależy to od tytułu. Działania oczywiście mają na celu zwiększenie apetytu czytelniczego na poczet promowanej pozycji. Reklamy podążające za nami w sieci, w komunikacji miejskiej, recenzje, darmowe fragmenty, wywiady w radiu i telewizji, billboardy, zwiastuny, konkursy, dedykowane profile na facebooku, polecenia i komentarze osób powszechnie znanych i cenionych w świecie książkowym – jest tego całe mnóstwo. Niektóre działania są zaskakująco efektywne, niektóre mniej.

Dlaczego o tym piszę? Przyszedł mi do głowy pewien pomysł, pomysł na dodatkowe promowanie nowości. Wydaje mi się, że można w tym kierunku zdziałać nieco więcej, przy niewielkiej inicjatywie autorów. Posłuchajcie…

Całkiem niedawno zdarzyło mi się przeczytać kilka szortów. Są to krótkie utwory narracyjne pisane prozą o objętości maksymalnie do kilku tysięcy znaków (poprawcie mnie, jeśli coś pokręciłem). Dlaczego by nie wykorzystać wspomnianej formy do promocji nowości książkowych?

Mam na myśli wypuszczenie przed premierą danej książki darmowej serii krótkich tekstów (nieznajdujących się w treści książki) napisanych przez autora, które zbytnio nie zdradzając fabuły, lewitowałyby wokół tematyki – np. bohaterów i świata przedstawionego – promowanej powieści. Taki dodatkowy smaczek, przystawka, która zwiększa uczucie pożądania, rozbudza apetyt, jak niektóre zwiastuny filmowe. Wyobraźcie sobie premierę książki “Hobbit” J.R.R. Tolkiena. Przed premierą wydawnictwo wypuszcza serię szortów, a w nich – zaglądamy do umysłu i wysłanej skarbami pieczary smoka, poznajemy krasnoludów tułających się po świecie, zwiedzamy Shire, spotykamy Gandalfa, który toczy tajemnicze rozmowy z nieznanym jegomościem, natrafiamy na trolle, zasadzające się na swój przyszły posiłek. Czy to nie zachęciłoby do sięgnięcia po lekturę? Przy promocji niektórych tytułów, rozwiązanie mogłoby zdać egzamin.

W zasadzie wszystko zależy od zaplanowania działań i ich realizacji w kooperacji autora z wydawnictwem, lecz sądzę, że byłaby duża szansa na sukces. Czytelnicy z pewnością doceniliby zaangażowanie autora oraz możliwość przestudiowania przystawek, dowodzących o wartościowej treści powieści przed kupnem książki.

Czy to może wypalić i pozytywnie zadziałać na książkowych zapaleńców? Oto pytanie do Was, drodzy czytelnicy.

Paweł Mieczkowski