Książkę Księga M, autorstwa Peng Shepherd, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić, Amazon określił jako najlepszą powieść 2018 roku w kategorii fantasy i science fiction. Ja zdecydowałam się na nią z innego powodu. Zaintrygował mnie jej główny motyw.

Mimo że jest to książka postapokaliptyczna, to nie znajdziecie tu eksplozji bomby atomowej, gwałtownej wojny, ataku kosmitów czy trzęsienia ziemi, nic z tych rzeczy. Wszystko zaczęło się od pewnego Hindusa, który stracił swój cień. A z czasem po prostu zapominał. Bezcienistość zaczęła zataczać coraz większe kręgi, Indie, Brazylia, Stany Zjednoczone. Nikt nie rozumiał, dlaczego się tak dzieje, z jakiej przyczyny. Ory i Max świętowali ślub przyjaciół, gdy bezcienistość dopadła ich miasto. Pewnego dnia Max znika, a Ory wyrusza na poszukiwania żony.

Wydawać by się mogło, że zapominanie to nic strasznego, prawda? Niemniej jednak z każdym dniem po stracie cienia to się pogłębia. Skutkiem tego zapominasz imiona swoich najbliższych, z którymi podróżujesz. Tracisz umiejętność czytania. Zapominasz, kim jesteś, że musisz jeść. Plotki głoszą, że w Nowym Orleanie jest nadzieja, ale czy zdążysz tam dotrzeć, póki pamiętasz, dokąd i po co wędrujesz?

Księga M – recenzja książki

Ilu z nas zwraca uwagę na swój cień? Ja czasem z zazdrością patrzę na smukłą sylwetkę i długie nogi mojego. 😉 Gwarantuję, że podczas lektury tej książki będziecie odgrywać „teatrzyk cieni”. Pomysł bardzo mi się podobał, dodał świeżości gatunkowi.

Książka podzielona jest na rozdziały, naprzemiennie opisuje losy bohaterów. Mamy tu też nagrania Max, sporządzane na dyktafonie. Mamy też kilka linii czasowych. Cofamy się w czasie, by poznać losy pierwszego bezcienistego, by potem wrócić do współczesności. I muszę przyznać, że co za dużo, to niezdrowo. Męczyły mnie te zabiegi, przez co książkę czytałam bardzo długo.

Może to nie do końca jest mój klimat, ale jak wspomniałam wcześniej – główny pomysł, by to cienie grały pierwsze skrzypce w Księdze M przypadł mi do gustu. Ale mnogość wątków przyprawiła mnie o zawrót głowy. Moim zdaniem nie wszystkie zostały zakończone należycie.

Nie chcę Was absolutnie zrażać do lektury, pozwólcie sobie wyrobić własną opinię, którą chętnie poznam. 😉

Księgę M znajdziecie tutaj.

Moja ocena
  • 6/10
    Jak mocno książka mnie wciągnęła? - 6/10
  • 6/10
    Jak oceniam styl pisania, język i warsztat autora? - 6/10
  • 6/10
    Czy bohaterowie wzbudzili sympatię? - 6/10
6/10

Fragment recenzji

Mimo że jest to książka postapokaliptyczna, to nie znajdziecie tu eksplozji bomby atomowej, gwałtownej wojny, ataku kosmitów czy trzęsienia ziemi, nic z tych rzeczy. Wszystko zaczęło się od pewnego Hindusa, który stracił swój cień. A z czasem po prostu zapominał. Bezcienistość zatacza coraz większe kręgi. Ludzie, którzy tracili swój cień tracili z czasem pamięć – o najbliższych, o sobie. Przypadł mi do gustu pomysł, by cienie grały pierwsze skrzypce, skoro na co dzień o nich nie myślimy 🙂

Anna Podurgiel