Instytut Stephena Kinga - recenzja książki

Instytut Stephena Kinga - recenzja książkiNa tę książkę Stephena Kinga czekałam długo. Czekałam na nią, od kiedy w sieci pojawiły się pierwsze informacje o tym, że autor dla swoich fanów szykuje coś wyjątkowego, opowieść na miarę To i Podpalaczki. Do tego bardzo zaintrygowała mnie też zapowiedź fabuły powieści. Tajemniczy Instytut, a w nim porwane, wyjątkowe dzieci…

Genialny chłopiec, któremu odebrano wszystko

Właśnie takim wyjątkowym dzieckiem jest dwunastoletni Luke Ellis. To młody geniusz, który ma szansę na to, żeby już za chwilę rozpocząć naukę w dwóch prestiżowych koledżach jednocześnie. Jednak oprócz ogromnego głodu wiedzy i nieprzeciętnej inteligencji Luke ma też zdolności telekinetyczne. Gdy targają nim emocje, zdarza się mu mimowolnie wpływać na lekkie i niewielkie przedmioty. Nie panuje nad tym, ale też nie uważa się z tego powodu za kogoś wyjątkowego.

Pewnej nocy do jego domu zakradają się obcy. Mordują jego rodziców i porywają pozbawionego przytomności chłopca. Luke budzi się w Instytucie. Szybko odkrywa, że razem z nim są tam też zamknięte inne dzieci ze zdolnościami telekinetycznymi lub telepatycznymi. Dzieci są straumatyzowane. Zostały zabrane z domów i znalazły się w miejscu, w którym zadaje się ból, żeby wymusić posłuszeństwo. Nie wiedzą, co się stało z ich rodzinami i zdają sobie sprawę z tego, że są w niebezpieczeństwie. Jedyną iskierką normalności jest przyjaźń, która się między nimi nawiązuje.

Cel uświęca środki?

Kim są dorośli w Instytucie? To ludzie, którzy nie wahają się poświęcić dzieci. Wierzą w większe dobro, a przecież cel uświęca środku. Instytut w dużej mierze to również opowieść o dehumanizacji, bo pracownicy tajnego ośrodka nie postrzegają zamkniętych w nim dzieci w ludzkich kryteriach. W naszej historii to nie jest nic nowego. Pracownicy obozów koncentracyjnych też przecież nie postrzegali Żydów jako ludzi. W książce można się doszukać też innych analogii z Holocaustem. Zresztą nawet Luke porównuje lekarzy z Instytutu z doktorem Mengele.

Do samego końca książki nie dowiadujemy się, czy istnienie Instytutu w imię większego dobra jest słuszne. Genialny chłopiec obala teorię, na której opiera się zasadność istnienia ośrodka. Jednak jako Czytelnicy do końca nie dowiadujemy się, kto ma rację.

Instytut Stephena Kinga – recenzja książki

Stephen King w Instytucie sięga po sprawdzony wątek Podobnie, jak choćby w To, porusza temat przyjaźni. Bo przecież razem można o wiele więcej. Dzieci z Instytutu są silne, ale to nie tylko siła, która wynika z ich niezwykłych umiejętności, a właśnie z solidarnie stawionego oporu.

Instytut jest także opowieścią o różnych obliczach poświęcenia.

Podsumowując, jeżeli myślicie, że Instytut to lekka książka na jesienny wieczór, to nie macie racji. King serwuje nam dość ciężką i przepełnioną cierpieniem historię. Nie jest tak, że ona nie wciąga, bo wciąga niesamowicie. Fabularnie cały czas coś się dzieje i czytając, nawet przez chwilę się nie nudziłam. Jeżeli chcesz wiedzieć, jak kończy się ta historia, to Instytut, nową książkę Stephena Kinga, znajdziesz w tym miejscu.

Powiązane artykuły:

Instytut Kinga na ekranach? – znamy szczegóły >>

Instytut – nowy horror Stephena Kinga we wrześniu >>

Ocena Anety
  • 9/10
    Jak mocno książka mnie wciągnęła? - 9/10
  • 8/10
    Jak oceniam styl pisania, język i warsztat autora? - 8/10
  • 8/10
    Czy warto przeczytać tę książkę ponownie? - 8/10
  • 8/10
    Czy bohaterowie wzbudzili sympatię? - 8/10
8.3/10

Fragment recenzji

Stephen King w Instytucie sięga po sprawdzony wątek Podobnie, jak choćby w To, porusza temat przyjaźni. Bo przecież razem można o wiele więcej. Dzieci z Instytutu są silne, ale to nie tylko siła, która wynika z ich niezwykłych umiejętności, a właśnie z solidarnie stawionego oporu.

Sending
User Review
0/10 (0 votes)
Aneta Świderska