KomiksNowośćRecenzje

DC Odrodzenie. Green Arrow. Tom 2 – recenzja komiksu

DC Odrodzenie. Green Arrow. Tom 2: Wyspa blizn oraz cała historia o zakapturzonym łuczniku zapowiadane były jako jedne z mocniejszych pozycji z serii DC Odrodzenie. Warto przypomnieć, że ta wcale lekko nie ma. Pierwsze tomy flagowych postaci jak Batman czy Superman nie wszystkim przypadły do gustu, czy przygody Olivera Quinna były w stanie odmienić to kiepskie wrażenie? Mam, co do tego bardzo mieszane uczucia, wydaje mi się, że scenarzyści, albo dostali polecenie, albo sami chcieli bardzo zmienić odczucia wobec Green Arrowa. Szczególnie, że według wielu fanów cały reset uniwersum potraktował go źle. Tyle, że mnie pomysł i ta historia nie przekonała.

DC Odrodzenie. Green Arrow – o fabule słów kilka

Fabuła drugiego tomu bezpośrednio nawiązuje do wydarzeń z poprzedniego. Oliver Quinn wraz z sojusznikami zadał druzgocący tom przestępczej organizacji – Dziewiąty Krąg. Finansowa korporacja może kojarzyć się z organizacją The Hand z Marvela. Niestety konsekwencją zwycięstwa Green Arrowa było… trafienie na bezludną wyspę.

Nim jednak będziemy mieli okazję prześledzić jego losy, początkowe rozdziały przeniosą nas do Japonii. Tutaj będziemy przyglądać się zmaganiom nastoletniej przyrodniej siostry Queena – Emiko. Przyznam szczerze, że nie śledziłem wcześniej solowych przygód Łucznika i nie wiem kim ona jest. Niemniej jednak jej osoba mnie nie zaintrygowała. Z przebłysków przeszłości widać, że od najmłodszych lat była rygorystycznie szkolona i była kolejną pomocniczką Olivera. I to by było na tyle z ciekawostek. Naprawdę, to co robi nie wypada interesująco i w zasadzie nic nie wnosi, równie dobrze mogliby nie włączać tego wątku.

Dalej wracamy na właściwe tory i oglądamy zmagania Green Arrowa z licznymi zagrożeniami na wyspie, która jest powiązana z Dziewiątym kręgiem. Przy okazji mamy okazję być świadkami spotkania bohatera z Black Cannary i rozpalenia na nowo ich gorącego romansu. Przyznam, że wypadło to wiarygodniej niż potyczka na wyspie. Intryga z mechanicznymi niedźwiedziami wypadła po prostu słabo. Może nie miało to być wiodącym motywem, może faktycznie chodziło o przedstawienie relacji między zakochanymi, ale liczyłem na coś więcej.

Ostatnie rozdziały opowiadają o operacji Arrowa, Black Canary i Diggle’a w luksusowym podmorskim ekspresie. Tutaj akcja nabiera tempa i dostajemy w końcu sensowniejszą historię. Pojawiło się nawet nawiązanie do Morderstwa w Orient Ekspresie Agathy Christie, choć motyw nie został specjalnie rozwinięty i możliwe, że nie każdy będzie miał takie skojarzenie.

DC Odrodzenie. Green Arrow: Wyspa blizn – czy warto?

Niestety, drugi tom przygód Szmaragdowego Łucznika zawodzi. Spodziewałem się znacznie bardziej dynamicznej historii z wyrazistym adwersarzem. Czegoś znacznie ciekawszego niż to, z czym miałem okazję spotkać się w serialu. Najmocniejszym elementem komiksu jest na pewno strona graficzna. Przyjemna dla oka kolorystyka i dbałość o szczegóły sprawiają, że historię ogląda się z przyjemnością. Nawet jeżeli fabuła nie porywa.

Czy jednak to wystarczy, żeby zainteresować się zakupem Green Arrow #2: Wyspa blizn? Moim zdaniem nie. Na rynku są dostępne ciekawsze serie, nawet z DC Odrodzenie, które są warte uwagi i dają nadzieję na dobrą kontynuację.

Marcin Juchimowicz