Artykuły

Czy czytanie romansów to obciach? – kilka słów o literaturze popularnej

Czy czytanie romansów to obciach?

Czy czytanie romansów to obciach?

Romanse uważane są przez wielu za literaturę gorszego gatunku, przeznaczoną dla niezbyt wymagających czytelników. Przyznanie się do sięgania po historie miłosne kwitowane jest często pobłażliwym uśmiechem. Mało kto docenia bowiem wartość utworów z nieco niższej półki. A szkoda, bo czytanie literatury popularnej jest niezbędnym etapem na drodze do ambitniejszej prozy.

Osoby, które czytają dużo i posiadają pewien zasób wyższych kompetencji do interpretowania utworów literackich, często popełniają grzech lekceważenia zwykłych śmiertelników i ich lekturowych wyborów. Dla przeciętnego człowieka książka nie jest źródłem wzniosłych estetycznych przeżyć, a jedynie kolejną formą rozrywki i sposobem spędzania wolnego czasu. Ma być ciekawa i porywająca, napisana zrozumiałym językiem, z wartką akcją i bohaterami, z którymi można się utożsamiać. Nie wymaga zgłębiania się w niuanse świata przedstawionego czy odkrywania idei, zakamuflowanych przez autora w gąszczu opisu.

Załamywanie rąk nad spadkiem poziomu literatury nie ma sensu. Wystarczy odnieść się do teorii podziału współczesnej kultury na masową i elitarną. Znajduje ona odzwierciedlenie w każdej dziedzinie artystycznej, również w pisarstwie. Ciężko wymagać, aby całe społeczeństwo w równym stopniu zachwycało się arcydziełem Prousta, skoro dla większości byłoby ono zupełnie niezrozumiałe. Umówmy się: nie każdy musi mieć na to ochotę i nie ma w tym nic złego. Świetnie czuł to Gombrowicz, który wsadził w usta Gałkiewicza słynne stwierdzenie, że nikt nie sięga po wielkich pisarzy, oprócz uczniów, którzy i tak są do tego zmuszani.

Preferencje czytelników najlepiej oddają listy bestsellerów. Znajdują się na nich głównie romanse i kryminały, a autorzy tacy jak Dan Brown czy Danielle Steel są w ścisłej czołówce najlepiej zarabiających pisarzy świata. Dzięki tego typu literaturze wiele osób, które nigdy nie były zbytnio zainteresowane czytaniem, mają szansę na rozwinięcie w sobie tej pasji i sięgnięcie po książki, wychodzące naprzeciw ich oczekiwaniom. Bez takich czytelniczych wprawek ciężko jest czerpać przyjemność z obcowania z literaturą wyższą.

Warto uświadomić sobie, że coś, co dzisiaj uważane jest za arcydzieło i klasykę gatunku, w przeszłości mogło być utworem czytanym przez szerokie kręgi odbiorców. Wystarczy wspomnieć tutaj o Trylogii Sienkiewicza, która publikowana była w czasopismach i cieszyła się ogromną popularnością, również wśród niewykształconej części społeczeństwa, czy Lalce Bolesława Prusa. Nawet Pan Tadeusz w zamyśle Mickiewicza miał trafić pod strzechy. Jednak nieczęsto się zdarza, żeby dzieła wysokoartstyczne były aż tak rozchwytywane.

Oczywiście, nie wszystkie książki z tzw. nurtu popularnego są godne uwagi. Czasami trzeba zadać sobie dużo trudu, aby w tym gąszczu znaleźć coś naprawdę interesującego i wartościowego. Prawdziwie poruszająca książka wpada nam w ręce bardzo rzadko. Kiedy jednak już tak się stanie, nie ma dla nas znaczenia, czy jest to romans, czy najnowsza pozycja zdobywcy literackiego Nobla.

A może macie inne zdanie na ten temat? Piszcie!

Pobierz artykuł w wersji pdf >

 

Malwina Pietrewicz
  • ‚jusia

    Ja uwielbiam poczytać romansidła jak mam np. doła. Stanowią znakomitą rozrywkę, przypuszczam, że głównie dla żeńskiej części czytelniczek. Czytam „Rękę mistrza” Stephena Kinga i uważam, że książka jest przegenialna, ale nie mogę czytać jej dłużej niż 2h bez przerwy. Nie wiem czemu, po prostu nie mogę! Co nie zmienia faktu, że jest znakomita, ale czytam już ją bity tydzień! W międzyczasie w jedno popołudnie przeczytałam romansidło Kat Martin. Nie wiem od czego to zależy, ale tak jest! 🙂

    • Miałam podobnie, co nie zmienia faktu, że była genialna 😀
      I przy kilku książkach faktycznie potrzebowałam czasu. Za to lekkie obyczajówki są idealne na długie podróże i odstresowanie. Po prostu dopasowuję typ książki do potrzeby chwili. 🙂

  • Zgadzam się w całej rozciągłości. Tyczy to zarówno książek i filmów – każdy wybiera to, na co ma ochotę. Ja też zaczynałam od mało ambitnych pozycji (sensacji), by stwierdzić, że są zbyt powtarzalne i trzeba zacząć sięgać po coś innego 🙂