BEZ UCZUĆ RECENZJA

Są takie autorki, których książki jeszcze zanim ukażą się na rynku, są uważane za czytelniczy pewniak i gwarancję niesamowitych, literackich emocji. Niewątpliwie Mia Sheridan należy do tej elitarnej grupy. Od razu ostrzegam, co wrażliwsze osoby, że moja recenzja będzie umiarkowana, bez nadmiernych ochów i achów nad kolejną książką Mii, która wkrótce pojawi się na naszym rodzimym rynku. Przykro mi, że część z Was poczuje prawdopodobnie rozczarowanie, zwłaszcza ta część, która odlicza dni do premiery, jednak nie mogę zaklinać rzeczywistości, a “średnie” książki zdarzają się nawet najlepszym.

Bez uczuć Mia Sheridan – księżniczka i syn ogrodnika

Od razu powiem, że nie czytałam wszystkich książek Mii, ale te, które czytałam wspominam nie najgorzej. Do sięgnięcia po ten konkretny tytuł oprócz znanego nazwiska autorki, zachęcił mnie opis, chociaż zarówno polska, jak i angielska okładka, są także całkiem niezłym wabikiem. Z opisu wynika (przy okazji streszczę Wam trochę fabułę), że  bohaterami kolejnej książki Mii będą Lydia De Havilland i Brogan Ramsay, czyli bogata dziewczyna z dobrego domu i syn ogrodnika. Od razu dodam, że jest to powieść z zupełnie nowymi bohaterami, niebędąca elementem żadnej serii.

Tak więc nasi bohaterowie znali się od dzieciństwa. Wydawało się, że dzieliło ich prawie wszystko: status społeczny, życiowa stabilizacja, bezpieczny dom rodzinny. Ona była córką niezwykle bogatego i szanowanego człowieka i mieszkała w wielkim domu jak prawdziwa księżniczka. On był synem ogrodnika, zatrudnionego w posiadłości rodziców dziewczyny. Tutaj warto dodać, że ojciec Ramsay’a był bardzo nieodpowiedzialny i chłopak jako dziecko musiał za niego pracować, żeby ten – jedyny żywiciel rodziny, nie stracił źródła dochodu.

Bez uczuć Mia Sheridan – narodziny uczucia 

Lydia i Ramsay zaczynają dorastać. Ona staje się pięknością, on największym “ciachem” w okolicy. Oboje zaczynają dostrzegać siebie wzajemnie z zupełnie innej perspektywy. Jednak wydarzy się coś, co zaważy na życiu obojga. Ramsay zostanie zdradzony w najokrutniejszy możliwy sposób, a Lydia będzie brała w tym udział…. Tutaj oczywiście nie będę zdradzać, co się wydarzy, bo zaraz zaczniecie krzyczeć, że spoileruję. 🙂

garnitur

źródło: Instagram

Mija siedem lat, bohaterowie spotykają się znowu… jednak teraz role się odwróciły. To Lydia walczy o przetrwanie i swoją przyszłość, a Ramsay… jest bogatym i wpływowym człowiekiem biznesu, od którego decyzji będzie zależał los dziewczyny.

Bez uczuć Mia Sheridan – jednak za mało

Relacja, w której bohaterowie pałają do siebie wyraźną niechęcią, a jednocześnie czują coś do siebie, jest zwykle niesamowicie gorąca. To niewątpliwie motyw, który przynajmniej na mnie podziałał, w tym przypadku, zachęcająco. Jednak to, co dla mnie było w tej książce rozczarowujące to: niesamowita przewidywalność wydarzeń. Już praktycznie na początku następuje zmiana ról i nie czujemy właściwie tak oczekiwanej ekscytacji. Dialogi i bohaterowie także są jacyś bez wyrazu, mamy wrażenie, że ich nie czujemy. Pojawia się nietypowa dla Mii nuda i monotonia.

Tak więc z przykrością stwierdzam, że ta konkretnie książka autorki Bez słów mnie nie porwała. Nie należy do najgorszych historii, jakie ostatnio czytałam, ale do najlepszych także nie. Jednak jestem pewna w 100%, że dla wielu z Was ta książka może się naprawdę podobać i nie przekreślajcie jej od razu na starcie. Dotyczy to szczególnie osób, które nie znają wcześniejszych książek autorki i nie będą oczekiwały tortu z wisienką, do jakiego nas przyzwyczaiła.

Powieść Bez uczuć Mii Sheridan ukaże się na polskim rynku wydawniczym 2 sierpnia bieżącego roku.

 

  • 5/10
    Jak mocno książka mnie wciągnęła? - 5/10
  • 8/10
    Jak oceniam styl pisania, język i warsztat autora? - 8/10
  • 3/10
    Czy warto przeczytać tę książkę ponownie? - 3/10
  • 5/10
    Czy bohaterowie wzbudzili sympatię? - 5/10
  • 5/10
    Jak oceniam sceny miłosne, wyznania miłości? - 5/10
5.2/10

Ocena Agaty

Są takie autorki, których książki jeszcze zanim ukażą się na rynku, są uważane za czytelniczy pewniak i gwarancję niesamowitych, literackich emocji. Niewątpliwie Mia Sheridan należy do tej elitarnej grupy. Od razu ostrzegam, co wrażliwsze osoby, że moja recenzja będzie umiarkowana, bez nadmiernych ochów i achów nad kolejną książką Mii, która wkrótce pojawi się na naszym rodzimym rynku. Przykro mi, że część z Was poczuje prawdopodobnie rozczarowanie, zwłaszcza ta część, która odlicza dni do premiery, jednak nie mogę zaklinać rzeczywistości, a “średnie” książki zdarzają się nawet najlepszym.

Paulina Adamska