FantastykaFantasyRecenzjeYoung Adult

Angelfall. Penryn i kres dni – recenzja książki Susan Ee

Ostatnio mam wrażenie, że jesteś wszystkim, o czym myślę.

Trylogia Susan Ee dobiega końca. Podobnie jak w przypadku innych świetnych i niezwykle wciągających książek, także i tym razem pogodzenie się z tym faktem, nie jest łatwe. Zwykle po zakończeniu książki, która była dla mnie źródłem niezwykle intensywnych emocji, wciągała mnie na długie godziny i pozbawiała świat mojej fizycznej obecności, czuję się trochę tak, jak na ciężkim i męczącym kacu, z którego dosyć trudno jest się otrząsnąć.

Angelfall. Penryn i kres dniByłam ciekawa jak inni odbierają wyczekiwaną, trzecią i finałową część opisującą historię Penryn i Raffe w dystopijnym świecie zdominowanym przez krwiożercze anioły i zauważyłam, że uczucia wielu osób są diametralnie różne. Z jednej strony, książka ma na serwisie goodreads.com bardzo wysoką ogólną ocenę na poziomie 4,11 (na ponad 30 tys. opinii), z drugiej jednak strony pojawiają się naprawdę mocno negatywne recenzje. Dawno nie widziałam tak skrajnie różniących się ocen dotyczących tej samej książki. Być może ma to związek z ogromnymi oczekiwaniami fanów wobec finałowej części trylogii. Pierwsze dwie książki dosłownie powalają na kolana, wciągają nas w świat, który mimo, iż podświadomie wiemy, że jest całkowicie nierealny, dla nas staje się całkiem rzeczywisty i czytając kolejne książki zdajemy się lawirować pomiędzy rzeczywistością a literacką fikcją, ocierając się o schizofrenię.

Trzecia, ostatnia książka dla wielu osób była nieco zbyt płaska. Zauważyłam, że niektórzy zwracają uwagę na brak konsekwencji autorki dotyczących pewnych postaw Penryn i jej przekonań. Pojawiły się także negatywne głosy dotyczące samej relacji łączącej Penryn i Raffe. Jednak ja osobiście nie zauważyłam aż tak dużej różnicy w sposobie opowiadania tej historii przez Susan czy szczególnie zaskakujących lub rozczarowujących elementów fabuły w stosunku do poprzednich książek. Angelfall Penryn i kres dni czyta się z dużą przyjemnością, podobnie jak pierwsze dwie części. Czuję oczywiście pewien niedosyt odnośnie samego uczucia, które łączy głównych bohaterów, chciałabym, żeby było bardziej intensywne i bardziej emocjonujące. Jednak uważam, że fani pierwszych dwóch części trylogii naprawdę nie będą rozczarowani.

Jestem ogromną fanką Susan, która wykreowała bardzo autentyczne i interesujące postacie. Raffe jest tajemniczy, seksowny, widzimy jak dojrzewa na naszych oczach i sam jest zaskoczony eskalacją własnych uczuć i tym, jak wiele Penryn zaczyna dla niego znaczyć. Jest gotowy złamać wiele zasad, żeby ją ocalić, będzie dokonywał bardzo trudnych wyborów, w końcu stanie przed tym najważniejszym: ONA czy ONI…?

Autorka wprowadziła wiele zaskakujących wątków do fabuły. Sama historia siostry Penryn, która przejdzie drastyczną przemianę była dla mnie prawdziwym szokiem. Autorka posklejała wszystkie wątki w całość, naprawdę nie wiem, jak udało jej się utrzymać całą akcję w ryzach i jeszcze budować zaskakujące i emocjonujące relacje między postaciami. Mam nadzieję, że Recenzja Angelfall Penryn i kres dni nie zniechęci Was do sięgnięcia po zakończenie tej niezwykle emocjonujące trylogii. Przed przeczytaniem trzeciej książki zapoznałam się negatywnymi opiniami, ale ponieważ uwielbiam tę serię, nie zniechęciło mnie to do sięgnięcia po ostatni tom. Dla mnie osobiście książka jest bardzo dobra, zakończenie mogłoby być nieco bardziej rozwinięte, ale mimo wszystko oceniam ją bardzo wysoko i szczerze Wam polecam. Chociaż sądzę, ze wcale nie muszę. Każdy kto wkroczył w świat Raffe i Penryn, nie spocznie, dopóki nie pozna zakończenia tej fascynującej historii.

Przeczytaj również recenzje pozostałych części trylogii Angelfall:

Angelfall – recenzja książki Susan Ee

Angelfall. Penryn i świat po – recenzja książki Susan Ee

Paulina Adamska