100 naboi to komiks, który kiedyś już gościł na naszym rynku. Wydawnictwu Mandragora niestety nie udało się wypuścić całej serii, tak jak zresztą wielu innych tytułów. Egmont podjął wyzwanie i wydał zbiorcze wydanie kilku pierwszych zeszytów w eleganckiej twardej oprawie. Jednak nie to jest przecież najważniejsze. Chodzi przecież o treść. Dzieło Brian’a Azzarello (scenariusz) i Eduardo Risso (rysunki) jest wysoko oceniane przez wielu recenzentów na różnego rodzaju portalach. Czy jednak słusznie? Czy można stworzyć dobry komiks, którego podstawowym motywem jest tytułowe 100 naboi? Przeczytajcie recenzję i oceńcie sami.

100 naboi – po jednym dla każdego?

Otwierasz niewielki neseser i widzisz 100 naboi i broń. Pistoletu nikt nie jest w stanie namierzyć, nikt nie może go znaleźć w żadnej ewidencji. Pod nim jest teczka z informacjami o osobie, która zniszczyła Ci życie. Podnosisz wzrok i widzisz starszego, niepozornego gościa w garniturku, który przedstawia się jako Agent Graves. To on daje Ci walizkę. Jest niesamowicie przekonujący, a Ty w końcu zrobiłbyś wszystko aby się zemścić, więc wierzysz, że chce Ci pomóc. Myślisz, że nie masz nic do stracenia i zgadzasz się. Chcesz w końcu sprawiedliwości i wiesz, że musisz to zrobić sam, bo nikt nie pomoże takiemu wyrzutkowi jak Ty. Bez względu na to czy masz rację czy nie, nikogo to nie obchodzi.

Jesteś zmotywowany, nakręcasz się ładując kolejny nabój do magazynka. Dość tego. Dzisiaj wszystko się zmieni. Ale czy faktycznie pociągniesz za spust? Będziesz w stanie spojrzeć w oczy swojemu koszmarowi i strzelić? Bez względu na to kim jesteś nie ma łatwych odpowiedzi. Nie ma prostego rozwiązania. Jest tylko tych 100 naboi. Czy wystarczy?

O fabule słów kilka

Bez zbędnego owijania w bawełnę – fabuła i ogólnie sam pomysł na historię są niesamowite i wpływają na wysoką ocenę komiksu. To świetny kryminał, który powinien doczekać się przeniesienia na duży ekran. Co więcej, uważam, że w odpowiednich rękach mógłby okazać się ogromnym sukcesem. Osobiście wolałbym nawet poznać tę historię w innej wersji, ponieważ sama kreska do mnie nie trafia. Jednak o tym później.

W pierwszym tomie, który trzymam w rękach, kilku bohaterów staje w obliczu próby. Ich historie, doświadczenia są różne. Łączy ich jedno – są ciężkie i brutalne, życie ich nie rozpieszczało. Wydarzenia z przeszłości należą do tych, o których gdzieś się słyszymy, ale modlimy się aby nigdy nie przytrafiły się ani nam, ani nikomu z naszego otoczenia. To właśnie one doprowadzają do tego, że ludzie sięgają po neseser i decydują się przyjąć podarunek od nieznajomego. Muszę przyznać, że to właśnie ten tajemniczy darczyńca jest najciekawszą postacią. Może przez to, że tak mało o nim wiadomo oraz o motywach, jakimi się kieruje. Pytanie czy robi to dlatego, że sam wierzy w sprawiedliwość i wykorzystuje swoje możliwości aby pomóc innym? A może coś się za tym kryje? Może ma swój własny plan, który sukcesywnie realizuje?

Muszę przyznać, że pomysł i kreacja postaci wyszły Brian’owi Azzarello bardzo wiarygodnie, przez co historia jest tak wciągająca. Bohaterowie komiksu są różni i nie można nawet jednoznacznie stwierdzić czy każdy ma słuszność w tym, co robi oraz czy należy mu się tytułowe 100 Naboi. To właśnie relacje, emocje i dylematy moralne są dominującym elementem tego tytułu i jego najmocniejszą stroną. Sprawdźcie sami i odpowiedzcie na pytanie: czy bylibyście gotowi strzelić? Czy ważne by było co się stało, czy chodziłoby wyłącznie o zaspokojenie pragnienia zemsty?

Kreska – czyli o stronie graficznej słów kilka

Muszę przyznać, że wizualnie komiks mnie zawiódł. Kreska Eduardo Risso jest bardzo specyficzna i na pewno nie każdemu się spodoba. Miejscami postacie są przerysowane, a otoczenie nie zaskakuje pięknymi oraz szczegółowymi planszami. Kolorystyka jest bardzo oszczędna. Mam wrażenie, że chodziło tutaj o podkreślenie klimatu historii, ale w moim odczuciu to nie wypaliło. Moim pierwszym skojarzeniem było oczywiście mroczne Sin City. Niemniej jednak, w filmach na podstawie tych komiksów, pomysł na ograniczenie się do kilku kolorów wyszedł znacznie lepiej. Szkoda, bo gdyby strona graficzna wyglądała inaczej – 100 naboi mogłoby stać się jednym z moich ulubionych komiksów.

100 naboi – czy warto?

Zdecydowanie tak. Jest to pozycja dla dojrzałego Czytelnika, który oczekuje czegoś więcej niż ciągłej akcji i bohaterów z niesamowitymi mocami. Fabuła i sposób przedstawienia historii są przemyślane oraz wypadają bardzo wiarygodnie. Nie często spotyka się to w komiksach.

Jedyne, co może nieco odstraszać to cena rynkowa: 119,99 zł za tom. Jednorazowy wydatek wydaje się być duży, ale 100 Naboi rekompensuje to z nawiązką. Poza tym warto szukać promocji, np.: w Taniej Książce można go kupić taniej, komiks znajdziecie tutaj. 🙂

Ocena Marcina
  • 9/10
    Jak mocno komiks mnie wciągnął? - 9/10
  • 9/10
    Jak oceniam kreację bohaterów? - 9/10
  • 10/10
    Jak oceniam fabułę komiksu? - 10/10
  • 5/10
    Jak oceniam stronę graficzną komiksu? - 5/10
  • 9/10
    Ogólna ocena komiksu? - 9/10
8.4/10

Fragment recenzji

Otwierasz niewielki neseser i widzisz 100 naboi i broń. Pistoletu nikt nie jest w stanie namierzyć, nikt nie może go znaleźć w żadnej ewidencji. Pod nim jest teczka z informacjami o osobie, która spieprzyła Ci życie. Podnosisz wzrok i widzisz starszego, niepozornego gościa w garniturku, który przedstawia się jako Agent Graves. To on daje ci walizkę. Jest niesamowicie przekonujący, a Ty w końcu zrobiłbyś wszystko aby się zemścić, więc wierzysz, że chce Ci pomóc. Myślisz, że nie masz nic do stracenia i zgadzasz się. Chcesz w końcu sprawiedliwości i wiesz, że musisz to zrobić sam, bo nikt nie pomoże takiemu wyrzutkowi jak Ty. Bez względu na to czy masz racje czy nie nikogo to nie obchodzi.

Sending
User Review
0/10 (0 votes)
Marcin Juchimowicz