Książka Skaza w sprzedaży ma pojawić się już 1 sierpnia bieżącego roku. Jest to powieść autorstwa Zbigniewa Zborowskiego, o której słyszałam już jakiś czas temu. W związku z intensywną kampanią reklamową, która niewątpliwie została zaprzęgnięta do promocji autora, z pewną niecierpliwością czekałam na swój egzemplarz. Ciekawy opis, niewiele mówiąca okładka – wszystko to budowało pewne napięcie. Napięcie, które niestety przygasało wraz z każdą kolejną stroną…

Skaza – ciekawy pomysł, niezbyt dobra realizacja?

Być może moja dzisiejsza ocena wyda się nieco surowa. Może mam takie odczucia, bo książki kryminalne to nie do końca moje klimaty? Może nie bardzo wiem, z czym to się je i jak powinno się do nich odnosić? A może to po prostu kwestia zbyt wygórowanych oczekiwań. Tak czy inaczej, z chęcią podzielę się z Wami moimi odczuciami na temat powieści Skaza.

Zacznę tu od tego, co już od pierwszych stron najbardziej mnie uderzyło. Opisy oparte na nazwach ulic. Uwaga, mały spojler! Akcja powieści toczy się głównie w Warszawie. Wraz z rozwojem wydarzeń Czytelnik przenosi się do innych miast i państw. Tutaj kończę zdradzać fabularne szczegóły. Wracając do opisów opartych na nazwach ulicy, to muszę przyznać, że skutecznie utrudniały mi wyobrażenie sobie danego otoczenia. Bądźmy szczerzy, chociaż mieszkam już w Białymstoku kilka ładnych lat i z zamkniętymi oczami doszłabym z jednego końca na drugi, nie mam pojęcia, jak nazywa się pewnie co druga ulica. Nie wliczając w to oczywiście tych głównych. Ba, nawet w mojej rodzinnej miejscowości istnieją nazwy ulic, o których istnieniu nie miałam do tej pory pojęcia i wciąż odkrywam miasto na nowo, kiedy tam wracam.

Jak więc w systemie opisów, że bohater przejechał taką a taką ulicę, skręcił w taką, zawrócił przy placu takim a takim i dojechał do bloku, który znajduje się przy jakimś tam parku mam wyobrazić sobie okolicę? Byłam w Warszawie wielokrotnie, ale takie opisy naprawdę nie ułatwiają sprawy. Mnie osobiście przeszkadzały i znalazłam w nich jedynie kilka punktów orientacyjnych. Na przykład słynną palmę… Poza tym wszystkie te nazwy ulic brzmiały dla mnie pusto i próbowałam przeskakiwać te opisy jak najszybciej. Sprawa dotyczy również innych miast, poza granicami Polski. Czytanie nazw ulic czy placów ze Szwajcarii nie należy do najprzyjemniejszych, tym bardziej że nic nie wnoszą do mojego rozwoju wyobraźni, a jedynie budzą irytację.

Kolejna sprawa to fakt, że w tekście pojawia się sporo rosyjskich nazwisk lub po prostu innych nazwisk i imion, ciężkich do wymówienia i wymagających szczególnej uwagi i skupienia.

Skaza – może trochę nadziei w postaciach?

Bohaterowie? Ich konstrukcja pozostawia wiele do życzenia. Jak dla mnie, zbyt papierowe i płytkie. Żadna postać nie przywiązuje uwagi, nie poznajemy nikogo zbyt dobrze. Wszystkie opisy są powierzchowne. Oczywiście jest jakieś tam wspomnienie o przeszłości głównego bohatera, o tym, co przeżył. Ale, nawet kiedy sprawa się wyjaśniła, nie wzbudziła we mnie tak naprawdę żadnych emocji wartych uwagi. A teoretycznie powinna, bo bohater zmierzy się z tragicznymi przeżyciami.

Nie obyło się też bez kilku stereotypów jak kibol Legii z koszulką „Żołnierze wyklęci”. Niby wiem, że autor chciał oddać klimat, pokazać środowisko… Ale był to jednorazowy motyw, przelotne wspomnienie i jakoś tak wydało mi się nadmiernie wyeksponowane, chociaż nie wnosiło nic konkretnego do fabuły…

Kolejna sprawa to pomieszanie przeszłości, przyszłości i teraźniejszości. Tak jakby autor nie mógł do końca się zdecydować, czy chce pisać opowieść wojenną (opisy i wątki wojenne) czy kryminał. Tu również zdaję sobie sprawę, że cała koncepcja książki po prostu wymagała takiego rozwiązania, jednak taki zabieg miejscami naprawdę był uciążliwy. Czasem nawet pewne opisy przygód wydawały się zupełnie niepotrzebne.

Skaza – trochę słów na osłodę…

Długo szukałam, chociaż kilku pozytywów, które mogłyby przynajmniej zrównoważyć szalę. Wciąż jednak nie jestem pewna, czy to możliwe. Z całą pewnością na plus wychodzi autorowi fakt, że akcja książki naprawdę zaczyna w końcu ciekawić, choć dzieje się to mniej więcej dopiero od połowy powieści… Druga sprawa to całkiem ciekawy pomysł na samą fabułę. Dobrze połączone wątki, nawiązanie do aktualnych wydarzeń międzynarodowych i sytuacji na Bliskim Wschodzie. Widać, że pisarz doskonale orientuje się w polityce i z uwagą śledzi wydarzenia na arenie międzynarodowej. Wykorzystał przy tym swoją wyobraźnię i udało mu się stworzyć nietuzinkowy pomysł. Wydaje mi się, że nad jego realizacją można było jednak jeszcze trochę popracować.

Wnioski

Aby być szczerą, muszę jeszcze przyznać, że w kilku miejscach nawet się uśmiechnęłam podczas czytania dialogów, czy opisanej sytuacji. A końcówka naprawdę mnie zaskoczyła, a chyba o to chodzi, prawda? Na koniec dodam, że jeśli policja rzeczywiście działa tak, jak przedstawiono to w książce, to trochę zaczęłam obawiać się o własne bezpieczeństwo. I nie dziwi mnie fakt, że czasem zwykłego złodzieja roweru szukają pół roku… Ale to tylko taka moja dygresja.

Tyle ode mnie. Jeśli jesteście miłośnikami kryminałów, odbiegających koncepcją od klasyków, sięgnijcie po tę powieść. Być może znajdziecie w niej znacznie więcej, niż udało się dostrzec mi.

Przypominam, że Skaza będzie miała swoją premierę już 1 sierpnia bieżącego roku. Znajdziecie ją tutaj.

Inne powieści Zbigniewa Zborowskiego, które mogłyby Was zainteresować znajdziecie w tym miejscu.

Paulina Jaszczurowska
  • Radosław Kowalski

    Mnie tak naprawdę powieść również wciągnęła dopiero po połowie, ale nie mogę się zgodzić z zarzutami dotyczącymi mieszania przeszłości, teraźniejszości i przyszłości oraz odbiegania od kryminału, a wchodzenia w klimaty historyczne. Mnie te powroty w przeszłość frapowały najbardziej, w szczególności sylwetki kobiet Kochańskich, a na każdą kolejną przygodę wyczekiwałem z niecierpliwością. A sposób i tempo w jakie Zborowski łączy teraźniejszość z przeszłością, jest świetny. Ale zupełnie rozumiem Panią w kwestii bohaterów – rzeczywiście byli nijacy, a „spowiedź” Koneckiego powinna zaszokować odbiorcę. Szkoda, że tutaj autorowi się nie powiodło.

    • Dobrze wiedzieć, że w kilku kwestiach nie ja jedna miałam podobne odczucia. Co do elementu, gdzie nasze opinie są rozbieżne — bardzo mnie cieszy fakt, że akurat Panu rozwiązanie zastosowane przez autora odpowiadało. To oznacza, że każdy czytelnik znajdzie w tej książce coś dla siebie. A to również utwierdza w przekonaniu, że zainteresowani gatunkiem i nieoczywistymi rozwiązaniami, powinni po nią sięgnąć.

    • Paulina Jaszczurowska

      Dobrze wiedzieć, że w kilku kwestiach nie ja jedna miałam podobne
      odczucia. Co do elementu, gdzie nasze opinie są rozbieżne — bardzo mnie
      cieszy fakt, że akurat Panu rozwiązanie zastosowane przez autora
      odpowiadało. To oznacza, że każdy czytelnik znajdzie w tej książce coś
      dla siebie. A to również utwierdza w przekonaniu, że zainteresowani
      gatunkiem i nieoczywistymi rozwiązaniami, powinni po nią sięgnąć.