Kim jesteśmy?

Ludźmi z wyrazistym i prostym mottem – “Czytanie to nie hobby, to styl życia – książka zawsze i wszędzie! Czy to tramwaj, autobus, samolot, poczekalnia, kawiarnia, kolejka, plaża lub ciepły domowy fotel! Książka nade wszystko!”.

Dlaczego blog?

Zwykliśmy zamieniać słowa w czyny, a osoby czytające książki są w naszym społeczeństwie mniejszością, więc dlaczego by nie namawiać i systematycznie nie powiększać imperium książkowych zapaleńców?

Dlaczego książki?

W końcu czytanie rozwija, poszerza nasze horyzonty i zaspokaja głód ekstremalnych wrażeń. Właściwości nie do przebicia.

Więcej argumentów? Jasna sprawa!

Osoba czytająca dany fragment książki, nieważne jak dokładnie autor przedstawi okoliczności, nigdy nie ujrzy tego samego, co inna osoba, studiująca identyczny skrawek tekstu. Ogólny obraz będzie zbliżony, lecz to nasza wyobraźnia nadaje formę odwzorowania danej sytuacji. Tak na prawdę żaden obraz (jak np. w filmach) nie zostaje nam całościowo narzucony. My, a raczej nasz umysł decyduje jak zinterperujemy dany fragment. Mamy ogromne pole manewru. I to jest piekne, magiczne. Zresztą przekonajcie się sami…


Gdy przebudził się, jeszcze świtało. Kolejny dzień w  przeklętym Westcrayton stał się faktem. W tle słyszalne były stłumione rytmy bluesa. Za chwilę odezwał się wiecznie żywy John Lee Hooker i jego “Boom! Boom! Boom! Boom!”, i życie znowu nabrało sensu.

Stlies odruchowo przetarł twarz, zerknął wgłąb pustego mieszkania i jednym, zdecydowanym ruchem spróbował podnieść się. Prawy bark zaprotestował. Na twarzy pojawił się grymas bólu. Mężczyzna głośno jęknął, po czym zacisnął szczękę, aż wydęły się mu policzki i natychmiast wrócił do pozycji wyjściowej. Znowu się zapomniał. Widmo starej kontuzji, o ile w ogóle kontuzją można nazwać postrzał z 12mm, przerobionego Thompsona. Było, minęło, ból pozostał.

Kolejna próba przez prawy bok. Podparł się ręką, po chwili dołączył drugą i usiadł na brzegu łóżka.

Dzwonek do drzwi rozbudził go na dobre. Nie przypominał sobie, aby na kogoś czekał, szczególnie o tak diabelskiej porze. Ostrożnie podszedł do wejścia, bezszelestnie oparł się tuż obok i uruchomił panel wystający z komody. 14 calowy monitor ukazał korytarz, a na nim niewielką, ubraną na szaro postać.

Choć kamera była niedostrzegalna, wydawało się jakby postać patrzyła celowo w jej samo centrum. Dopiero teraz spostrzegł – to kobieta, na oko koło trzydziestki. Spod kowbojskiego kapelusza wystawały niewielkie pęki bujnych, kruczoczarnych włosów, wyblakły płaszcz sięgający za kolano staranie maskował dziewczęce wdzięki, prawa ręka zwisała luźno wzdłuż ciała, natomiast lewa była schowana bezpośrednio za plecami kobiety. Z pewnością coś skrywała. No właśnie. Tylko u licha co? Zapadnięte, lecz mające w sobie pewien urok policzki układały się do kąśliwego uśmiechu. Uśmiechała się i patrzyła wprost w obiektyw kamery, jakby wiedziała, iż po drugiej stronie ktoś ją obserwuje.

Stiles zamarł. Co jest, pomyślał w duchu, nie ze mną takie numery. Gdyby nie ten paraliżujący uśmiech, kobieta robiłaby wrażenie niewiniątka, lecz nie warto ryzykować. Ubezpieczony żyje dwa razy dłużej. Chociaż z drugiej strony, nie chcę przestraszyć bogu ducha winnej dziewczyny. Ale cóż, profesja zobowiązuje. Po chwili namysłu odbezpieczył dwururkę, stanął w półrozkroku, wycelował we frontowe drzwi i mozolnym ruchem umieścił palec na spuście, po czym nacisnął guzik interkomu i zaczął mówić.

– Kogo diabli niosą?! Zajęty jestem, wierzących w gwiezdnego proroka nie przyjmuję, naganiaczy reklamowych witam dawką serdecznego, gorącego ołowiu!

Uśmiech zniknął, kobieta wyraźnie straciła pewność siebie, nieznacznie cofnęła się, ujawniając zza pleców smakowity wiśniowy placek oraz drżącym głosem odpowiedziała.

– Oj, przepraszam, ja nie chciałam. Jestem Samantha, Pana nowa sąsiadka, chciałam…

– A teraz najnowszy hit The Hobbits – “You’re an idiot”, piosenka już 6 tydzień góruje na naszej liście przebojów… – Wyczucie czasu spikera radiowej jedynki było perfekcyjne.


Pamiętajcie, jak to Andrzej Sapkowski zwykł mawiać “Opowieść trwa. Historia nie kończy się nigdy…”.

Witamy na blogu CoPrzeczytac.pl!