niczemu winne

Niczemu winne to pełna emocji opowieść o kobiecości naznaczonej zdradą, macierzyństwie okaleczonym przez stratę, rodzicielstwie, które nie zawsze przychodzi w odpowiednim momencie. Anna Krzyczkowska w swoim debiucie wzrusza i wytrąca Czytelnika z równowagi, pokazując mu, że przekonanie „mi to się nigdy nie przydarzy”, jest zwykle iluzją.

Hanya Yanagihara w Małym życiu napisała, że śmierć dziecka przynosi rodzicowi pewien rodzaj ulgi. Dlaczego? Bo dzięki niej może przestać odczuwać paraliżujący strach, że ten moment kiedyś nastąpi. Ale wtedy niepokój zamienia się w ból, a z nim trzeba już żyć do końca.

Szczególnie, gdy jest się matką. I nieważne, czy dziecko nawet nie zdążyło się jeszcze narodzić, czy weszło w dorosłość. Jego śmierć zawsze boli tak samo i kładzie się cieniem na wszystko wokół.

Niczemu winne – śmierć i strata

Laura straciła Mikołaja w piątym miesiącu ciąży. Jednego dnia kupowała mu kolorowe ubranka, a drugiego patrzyła, jak krew spływa po beżowych płytkach luksusowej łazienki. Teraz bezskutecznie stara się począć kolejne dziecko, ale organizm odmawia jej posłuszeństwa. Blokada ma swoje podłoże w zranionej psychice, którą w dzieciństwie poturbował pewien brutalny mężczyzna.

W międzyczasie jej młodsza siostra, Karolina rodzi pięknego, zdrowego synka. Doświadcza szczęścia, na które nie zasłużyła i z którym nie chce mieć nic wspólnego. Laura dzięki opiece nad Kacperkiem otrzymuje więc namiastkę macierzyństwa. Marzy jednak o czymś więcej. I to marzenie się spełnia. Jednak nie tak, jak powinno.

Niczemu winne – blaski i cienie życia kobiety  

Niczemu winne to debiut literacki Anny Krzyczkowskiej. Jeśli boicie się debiutów, to chcę Was uspokoić. Krzyczkowska stworzyła naprawdę dojrzałą powieść dla kobiet, o której można powiedzieć, że jest poruszająca i nie będzie to tylko uwielbiany przez recenzentów, wytarty frazes. Jej narracja o macierzyństwie przypomina mi trochę Światło miedzy oceanami M.L. Stedman, więc jeśli urzekła Was tamta powieść, to książka Krzyczkowskiej z pewnością zrobi to samo.

W Niczemu winnych Krzyczkowskiej udało się uchwycić prawie wszystkie odcienie kobiecości. Mamy tu bowiem obrazy matek, córek, kochanek, żon, kobiet z zasadami i kobiet rozwiązłych, kobiet kochanych i zdradzanych, dziewczynek i nastoletnich buntowniczek.

Wiele bohaterek? Nie, są tylko trzy – Krzyczkowska w ten sposób pokazuje, że każda z nas ma tak naprawdę kilka twarzy, a w życiu musi odgrywać mnóstwo ról. Ról, w które wcielamy się same lub ktoś nam je narzuca. Czasem robi to Bóg lub ślepy los, a czasem jest to inny człowiek. I tylko od nas zależy, który prezent przyjmiemy i którą twarz uznamy za swoją.

Niczemu winne – bez schematów, bez skrajności

Niczemu winne nie zabiera Czytelnika tylko do krainy smutku. Jest w tej powieści również wiele nadziei  i ciepła. Mimo że Krzyczkowska pisze o rzeczach tragicznych, to nie zapomina o tej lepszej stronie życia.

Jej bohaterki nie są umęczonymi przez los ofiarami, ale nie podbijają też świata, nie zgrywają herosek. Krzyczkowska w kreacjach swoich postaci zachowała balans, który sprawia, że historia zyskuje przekonującą autentyczność. Jak dla mnie – to jeden z piękniejszych obrazów trudnej kobiecości. Obraz, który nie popada w schematyzm i nie żywi się skrajnościami.

Dlatego Niczemu winne polecam Czytelniczkom, pragnącym kobiecej literatury w naprawdę dobrym wydaniu. Bez nadęcia, tanich rozwiązań, ckliwych romansów. Z całego serca polecam!

Kup książkę Niczemu winne Anny Krzyczkowskiej w sklepie internetowym TaniaKsiazka.pl >>

Malwina Pietrewicz