immunitetPo przeczytaniu najnowszej powieści Remigiusza Mroza nie mogę pozbyć się wrażenia, że autor mógłby być polskim odpowiednikiem Stiega Larssona. U obu ważną rolę odgrywa świat polityki i mediów, intryga sięga najwyższych szczebli państwa, a bohaterowie są wyraziści i całkowicie pochłonięci swoją pracą.

Larsson potrafił jednak na tych fundamentach zbudować wielowarstwową, napisaną z rozmachem historię. Mrozowi tego rozmachu nieco brakuje. A szkoda. Immunitet aż prosi się o bycie wielką, sensacyjną powieścią. Książka jest jednak bardzo konkretna. Autor trzyma się wyznaczonej linii intrygi, nie pozwalając sobie na jakiekolwiek literackie skoki w bok. Wątki poza głównym nurtem fabularnym są słabo rozbudowane. To oczywiście wielki atut dla miłośników takiej konkretnej akcji. Wszyscy ci, którzy wolą, nawet w powieściach kryminalnych i sensacyjnych, widzieć więcej, mogą odczuwać pewien niedosyt.

Akcja Immunitetu rozgrywa się w Warszawie. Tym razem w ręce dwójki adwokatów, Joanny Chyłki i Kordiana Oryńskiego, wpada najmłodszy w historii sędzia trybunału Konstytucyjnego. Sebastian Sendal zostaje oskarżony o zabójstwo, którego rzekomo miał dopuścić się kilka lat wcześniej w Krakowie. Wszystko wskazuje na to, że sędzia padł ofiarą szeroko zakrojonego spisku. Niewykluczone, że ma to związek z poparciem, jakie młody jurysta otrzymał od partii rządzącej. Chyłka i Oryński podejmują się obrony starego znajomego pani mecenas. W toku śledztwa na jaw wychodzą szokujące informacje na temat rzekomo nieskazitelnego Sendala, które czynią dużą skazę na idealnym obrazie młodego, ambitnego naukowca. W grę wchodzą już nie tylko polityczne interesy, ale także powiązania mafijne, wątki przemocy domowej i znęcania się nad zwierzętami.

Tak w skrócie rysuje się fabuła powieści. Mróz chwycił się za chodliwy dzisiaj temat (wszak Trybunał Konstytucyjny to instytucja, która do czerwoności może rozpalić wyobraźnię zainteresowanych współczesną polityką czytelników) i gdyby tylko chciał, mógłby swoją historię otoczyć dużo głębszą intrygą. Tak się jednak nie stało. Autor zawęził jej zakres do absolutnego minimum. Ale to wcale nie oznacza, że książce czegoś brakuje. Wręcz przeciwnie – zdaje się być, jak na prawnika przystało, dopięta na ostatni guzik. Nieprzypadkowo chyba Mróz zabawił się ze swoimi czytelnikami niczym adwokat na sali sądowej. Karty odkrywał po kolei, nie pozostawiał praktycznie żadnych tropów, a wszystkie punkty zaczepienia prędzej czy później okazywały się fałszywe. Na koniec zaś wyciągnął asa z rękawa i pozostawił czytelnika z jasnym poczuciem porażki. Choćbyście nie wiem, jak się starali, zaręczam wam – nie domyślicie się finału tej historii.

Fani twórczości Remigiusza Mroza powinni czuć się usatysfakcjonowani Immunitetem. Tym bardziej, że rzuca on nowe światło na głównych bohaterów, a w szczególności na bezkompromisową Chyłkę. Wiele dowiadujemy się o jej przeszłości, która z pewnością tłumaczy jej dzisiejszy ostry charakter. Prawniczka nie traci nic ze swojego sarkastycznego podejścia do życia. Sam koniec powieści wyjątkowo rozbudza apetyt – u Chyłki i Oryńskiego szykują się wielkie zmiany, których chyba nikt się nie spodziewał. Ale takie króliki z kapelusza u Mroza są chyba na porządku dziennym 🙂

Kup książkę Immunitet Remigiusza Mroza w sklepie internetowym TaniaKsiazka.pl >>

Malwina Pietrewicz
  • Dzięki! Właściwie robiłem wszystko, żeby intryga nie sięgnęła najwyższych szczebli władzy… a za jakiś czas okaże się dlaczego. 😉

    • Malwina Szewczyk

      Panie Remigiuszu, skoro to było celowym zagraniem, to nie mogę się już doczekać kolejnej części 🙂