Friendzone recenzja

Friendzone – od przyjaźni do miłości

Muszę przyznać, że bardzo rzadko czytam książki polskich autorów, prawdę mówiąc bardzo rzadko czytam po polsku w ogóle (głównie w oryginale). Jednak, kiedy zobaczyłam okładkę tej książki i jej opis, od razu postanowiłam, że właśnie w tym momencie, to się zmieni. O tej książce od jakiegoś czasu jest naprawdę głośno, wszyscy piszą, że to świetny debiut, a książkę napisała młodziutka dziewczyna. Zajawka fabuły wydała mi się interesująca, ponieważ lubuję się w romansach New Adult i Young Adult z akcją, która ma miejsce w liceum lub na studiach, dlatego po prostu musiałam sprawdzić ten temat. Do tego dochodzi tutaj wątek od przyjaźni do miłości, który także wyjątkowo lubię w romansach.

Friendzone – na korytarzach amerykańskiej high school

To, co od razu zauważyłam, kiedy tylko zaczęłam czytać Friendzone to to, że książka jest naprawdę dobrze napisana. Prowadzenie akcji, dialogi, wszystko to jest na dobrym, wysokim poziomie. W ogóle akcja książki nie jest osadzona w Polsce tylko w Stanach Zjednoczonych, w realiach tamtejszych nastolatków. Podejrzewam, że autorka podobnie jak ja, przeczytała kilkadziesiąt książek Young i New Adult (w oryginalne czyli po ang.) z nastoletnimi bohaterami w rolach głównych, z akcją na szkolnych korytarzach amerykańskich high school, lub po prostu mieszkała przez jakiś czas w Stanach (obstawiam to pierwsze). Krótko mówiąc, widać, że jest w temacie. Bohaterowie też mają amerykańskie imiona (Tate i Griffin). Czyżby autorka była podobnie jak jak fanką Dręczyciela Penelope Douglas? I generalnie klimatem jesteśmy w całkiem nieźle napisanym romansie o amerykańskich nastolatkach rodem z Amazona. Tutaj Sandra naprawdę daje radę.

Friendzone – w niezłym stylu

szkoła średnia

źródło: bigg.hu

Muszę przyznać, że dla mnie informacja o wieku autorki podziała trochę na niekorzyść, podświadomie doszukiwałam się niedojrzałości i słabych fragmentów, które niestety znalazłam. Sam styl autorki jest jak najbardziej poprawny i tutaj zgadzam się, że jest to zdecydowanie atut tej książki. To, co dla mnie podziałało na niekorzyść to sam przebieg fabuły.

Ok, tak się zagalopowałam, że jak dotąd nie powiedziałam Wam, o co w ogóle w tej książce chodzi. Tak więc mamy parę przyjaciół z dzieciństwa, chłopaka i dziewczynę, którzy przyjaźnią się “od zawsze”. Są już nastolatkami, oboje mają swoje drugie połówki, ale i tak umawiają się ze sobą na wieczór z kinem i nocowaniem i spędzają razem dużo czasu. Dziewczyna Griffina to Pamela w skrócie Pam, a chłopak Tate ma na imię Noel. Dodam jeszcze, że zarówno Tate, jak i Griffin są w okresie różnych dziwnych, rodzinnych zdarzeń. Do Tate przyjeżdża jej dawna zbuntowana kuzynka Paige, natomiast Griffin ma problemy z ojcem, który odszedł z jego życia i teraz próbuje odnowić kontakt, na co chłopak reaguje alergicznie.

Friendzone – bal, który wszystko zmieni 

cytat

źródło: theberry.com

W tle pojawia się bal maskowy, na który Tate idzie ze swoją kuzynką, Paige, ponieważ okazuje się, że jej chłopak Noel zabalował i gdzieś imprezuje, natomiast Griffin idzie ze swoją dziewczyną Pam, która akurat, tak się składa, będzie grała na tej imprezie na skrzypcach. W ten oto sposób główni bohaterowie tylko w praktyce przychodzą z kimś. A wracając do samego balu: pod anonimowością masek nagle wybucha między głównymi bohaterami wielka miłość. Mówię dosłownie: miłość.

To był chyba dla mnie pierwszy, duży minus tej lektury. Czytałam wcześniej książki z tzw. insta love, czyli bardzo szybkim rozwojem uczucia między bohaterami, ale tutaj to wydaje się przekroczeniem jakiejś granicy, którą nie wiedziałam nawet, że sobie ustaliłam. Miłość od pierwszego wejrzenia, a właściwie miłość od niewidzenia (oboje byli w maskach) jest tu dosłownie natychmiastowa, co wydaje mi się czymś naprawdę nietypowym i dziwnym. To chyba ten moment, w którym zdecydowałam, że ta książka nie jest dla mnie.

A, i zapomniałem ci powiedzieć: dzień dobry, przyjaciółko! – krzyczy za moimi plecami.

Innym minusem jest perspektywa bohatera. Autorka jeszcze nie do końca potrafi wczuć się w sposób myślenia chłopaka, może powinna na razie pisać książki tylko z perspektywy głównej bohaterki? Nazywanie swojej przyjaciółki, dosłownie “przyjaciółką” przez chłopaka brzmi dziwnie i dziecinnie.

Friendzone – niestety, nie dla mnie

Podsumowując, styl autorki jest jak najbardziej poprawny i interesujący, z tym się całkowicie zgadzam, dziewczyna potrafi pisać. Problemy pojawiają się jednak w wątkach fabularnych. Perspektywa bohatera jest także nieco niedopracowana, czujemy, że pisze to dziewczyna, a czytając książkę nie powinniśmy się nad tym w ogóle zastanawiać. Natychmiastowy rozkwit uczucia między dwójką bohaterów jest bardzo nierealny, tak mocno nierealny, że aż razi. Myślę, że jest to książka idealnie dopasowana do grupy odbiorców – nastolatków, ponieważ osoby, które nastolatkami już nie są, zdecydowanie “tego nie kupią.” Nie mówię, tego bez powodu, czytałam naprawdę dużo książek z nastoletnimi bohaterami i wątkiem od przyjaźni do miłości (na amerykańskich półkach jest bardzo wiele takich tytułów) i nigdy nie czułam, że nie jestem właściwą grupą docelową dla tej literatury. Tutaj właśnie takie miałam wrażenie.

Od razu zaznaczę, że nie przekreślam absolutnie tej książki i daję jej ogólną, wysoką ocenę, ponieważ jest to bardzo dobry, mocno krok w kierunku polskiego New/Young Adult, w stylu niezwykle popularnym za oceanem. Brawo Sandra. 🙂

P.S. Świetne są wstawki z cytatami i fragmentami piosenek po angielsku.

Agata Wołosik - Wysocka